czwartek, 5 lipca 2018

Wojna to nie zabawa

Zawsze nadchodzi w życiu człowieka taki moment kiedy jest przepełniony stresem i wstydzi się pokazać ten stres.Tak było w moim przypadku.W nocy siedziałam na balkonie,sama.Chciałam wszystko sobie poukładać w głowie.Postanowiłam ukryć jakoś to że jestem kostuchą.Poszłam do pokoju,który mi przydzielono.Zdjęłam mój oficjalny strój i włożyłam coś zwykłego.Założyłam czarną bieliznę,białą koszulę,czarne legginsy,białe zakolanówki,czarne kozaki,ciemnoczerwony płaszcz i czarne okulary.Wzięłam też torbę w której ukryłam moją Kosę Śmierci.
Moje włosy były nieco rozczochrane,ale zostawiłam je w takim stanie w jakim były.Wyszłam z pokoju.Na zewnątrz spotkałam Raven i nie zgadniecie kogo...Phillips'a.Czyli że ona chce iść z nami,chyba.
-Ah, willkommen zurück, Sutcliff.
Dalej nie rozumiałam o co jej chodzi.Ona jest uzależniona od niemieckiego.
-Ich habe vergessen, dass du Sutcliff nicht verstehst.
Raven chyba rozumiała to co mówi Phillip's,bo postanowiła tak jakby zostać moją tłumaczką.
-Pani profesor powiedziała że zapomniała że nie rozumiesz niemieckiego,Luna-sensei.
-Dziękuję za tłumaczenie,Raven.Musisz dobrze znać niemiecki,skoro mi to tłumaczysz.
-Tak,jako księżniczka miałam dużo nauki,poznałam kilka języków,oto rezultaty.Znam Angielski, Niemiecki, Łacinę, Rumuński, Starożytny Sumeryjski,Polski,Procy'oński. i Sanskryt.
-Ile się ich uczyłaś?
-Kilka lat,gdy miałam 5 lat zaczęto mnie uczyć na,,wspaniałą''księżniczkę.Ale ja nie chcę być tak wspaniała jak oni sobie to wyobrażają,wolę być normalna i rządzić tak by moim poddanym było dobrze.
-Ich bezweifle, dass du Erfolg haben wirst, Prinzessin.
-Co ona znowu gada,Raven?
-Mówi,że wątpi że mi się to uda.A ja na to:Sie müssen auf Erfolg hoffen.
Wtedy Phillips zwróciła się do nas łamaną polszczyzną:Skoro tak mówisz,księżniczko.Będę musiała ci uwierzyć und zaufać.
-Czyli und odpowiada i?
-Tak,zaczęłaś coś rozumieć.Und bardzo mnie to cieszy.
-Jest pani uzależniona od niemieckiego,czy jak?
-Cóż...chyba tak.Ale nie zostało to potwierdzone.
-Proszę pani,przecież pani gada po niemiecku 24 na dobę.
-Rozgryzłaś mnie mała.To nałóg,od urodzenia tak mam.Wiesz,mam pewnych znajomych przez których zaczęłam zajmować się korsarstwem.Podniebnych Piratów.I nie,nie zrobiłam im nic złego,nie zasłużyli na to co ich spotkało.
-Może pani wyjaśnić?
-Zostali wygnani do różnych królestw,oprócz ich kapitana.Został uwięziony w lampie Tyrachnu.Jego córka została razem z nimi,mam nadzieję że jest bezpieczna i że kiedyś zobaczę ich ponownie.
-Znała ich pani dobrze?
-Znam członków załogi lepiej niż Nadakhan.Uwierz mi,nie kłamię.
-Sądząc po pani słowach musiała pani spędzić 3/4 życia z piratami.
-Zgadłaś,Sutcliff.Moja nienawiść do piratów powstała właśnie przez to że odebrano mi przyjaciół,których traktowałam jak rodzinę.Nie wybaczę osobie która im to zrobiła.
-Czyżby była pani...sierotą?
-Aktualnie jestem,jednak kilkanaście lat temu miałam rodziców i kochającego starszego brata,tęsknię za nimi mimo tego że nie żyłam u nich jak pączek w maśle.Rodzina to rodzina.
-Racja,pani profesor.Co..się z nimi stało?
Phillips spuściła głowę ze smutkiem po czym po chwili ją uniosła i powiedziała
-Nie ma ich już wśród nas...
-Przykro mi...wiem jak to jest być bez rodziców,mam tylko ojca.
-Ciesz się z tego,Sutcliff.Masz szczęście że w ogóle masz rodzinę.

poniedziałek, 14 maja 2018

Spotkanie

Poczekałam aż Raven przestanie rozmawiać z Cielem i podeszłam do niej.
-Raven,masz chwilę dla mnie?
-Tak,pani.W czym mogę pomóc.
-Chciałabym wiedzieć jak nazywa się twoja ciocia,Raven.Mam pewną sprawę do niej.
-Moja ciocia?Nazywa się Amelia Smollett.
-Raven,chodź za mną.
-Tak,pani.
Poszła za mną posłusznie.Nie zamierzałam zabrać duszy jej ciotki,chciałam tylko zobaczyć się z nią.Wzięłam Cinematic Record jej ciotki i wbiłam w nie Kosę,którą dostałam w ramach nauczania Raven.Chwyciłam Raven za rękę i po chwili już byłyśmy w tym miejscu.Byłyśmy przed całkiem sporą rezydencją.Widać że Raven znała to miejsce.Niedaleko,na kocu siedziała młoda kobieta o kocich rysach twarzy,mężczyzna o psich uszach i czwórka małych dzieciaków,jeden chłopak o psich uszach i trzy dziewczyny o kocich uszach.Wyglądało to tak słodko,cóż nic nie trwa wiecznie.Ta mała cicho podeszła do swojej ciotki,lekko szarpiąc ją za rękaw jej bluzki.
-Ciociu!
Kobieta odwróciła się,patrząc na nią ze zdziwieniem.Po chwili jednak się odezwała.
-Raven,ty tutaj?Przecież miałaś być z Ko.
-Ale ciociu...Ko pozwoliła pewnej osobie zająć się mną.
-Komu?
-Mojej nowej nauczycielce,pokaż się,proszę pani!
Pokazałam się,jak oto prosiła.Jej ciotka patrzyła na mnie spokojnie.Po chwili te małe popatrzyły na mnie niepewnie.
-Kim...jesteś?-spytały mnie.
Widziałam że się mnie wystraszyły.Cóż,nie co dzień widzi się Żniwiarza.Zwłaszcza takiego co ma czerwone oczy.W końcu postanowiłam się ujawnić.
-Jestem Luna Sutcliff.Uczę pani siostrzenicę.
-Ach,teraz mogę być spokojna.Niech zgadnę,Ko pozwoliła ci ją uczyć bo nabrała do ciebie zaufania,czy tak?
-Sama nie wiem,proszę pani.Nie mówiła mi dlaczego.Strasznie nietypowa z niej osoba.
-Czyżbyś drwiła z niej w tym momencie?
-Nie,mówię tylko prawdę.Nie możesz mi nic zrobić,jestem nietykalna.Jeśli spróbujesz mnie tknąć,pożałujesz tego.
-Dobrze,przecież nawet się do ciebie nie zbliżam.
-I oto chodzi.A teraz,mam do pani pewną sprawę,jedna wolę na osobności.
-Dobrze.
I poszłyśmy z dala od jej dzieci i męża,po przejrzeniu jej Cinematic Records mogę dowiedzieć się wszystkiego o niej.Ale nigdzie,co jest dziwne nie ma Cinematic Record Raven.Czyżby ta mała,słodka dziewczyna była już martwa?Nie,przecież ojciec nie służyłby martwej osobie.Raven naprawdę jest tajemnicza.Kobieta szła dość szybko za mną.Nietypowe,miała 30 lat a szła tak szybko jak nastolatka.Ludzie zaskakują.Po paru minutach takiego chodu zatrzymałam się,ona też.
-O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-O przeszłości Raven.Mam swoje sposoby na to by zdobyć od ciebie informacje.
-Cóż,jest wychowywana przeze mnie a nie przez rodziców,bo nie wolno jej okazywać emocji,przez jej moc i...
-I w związku z tym zabraniasz jej emocji,tak?!
-Ja...
-Cisza.Jeśli zabronisz jej okazywać emocji,to niestety bez polecenia moich zleceniodawców zbiorę twoją duszę.To będzie twoja kara.Teraz,z łaski swojej przedstaw mi swoje dzieciaki i pamiętaj,twoja dusza jest pod znakiem zapytania.
-Zapamiętam.Niedługo będziesz mieć jeszcze więcej dusz do zbierania.Zbliża się wojna.
-Ech,żyjecie tylko wojną.Czyżbyście myśleli jedynie o zabijaniu?
-Nie,ale takie nasze powołanie.Zabijamy tych którzy krzywdzą naszych bliskich.
-Cóż,też bym tak zrobiła,gdyby ktoś chciał skrzywdzić Raven.Wiem,chcesz dla niej jak najlepiej,lecz zabraniając jej emocji tylko ją krzywdzisz.
-Ile ty masz lat,Sutcliff?
-14,choć fizycznie wyglądam na 17.
-Taka młoda a gada jak dorosła.
-Uznam to za komplement,proszę pani.
-Bo to był komplement.
-Ech,proszę dać spokój i pokazać mi te swoje dzieciaki.Wyglądają uroczo.Ale bycie takim kończy się z wiekiem.Doświadczyłam tego osobiście,stałam się kostuchą z krwi i kości.To pewnie przez to że wychowuje mnie jedynie ojciec.I stałam się szczera do bólu.Ale nie wspominajmy już o tym.
Poszłam w stronę Raven,rozmawiała z dziewczyną o blond włosach.Z rozmowy usłyszałam że ma na imię Alice.Alice,śliczne imię.Raven zawołała mnie do nich.Podeszłam spokojnie.
-Hej,jestem Luna.
-Hej,jestem Alice.
-Miło mi.
-Mnie też.Czy ty...naprawdę znasz ciocię Ko?
-Charlotte to wasza ciocia?Ale tak,znam ją trochę.
Wyglądało na to że Raven postanowiła mi to wyjaśnić bo delikatnie pociągnęła mnie za rękaw mojego płaszcza.
-Tak Raven?
-Charlotte Calhoun to nie jest ich ciocia,ale jest przyjaciółką ich mamy.To z tego powodu tak na nią mówią.
-Ach,rozumiem.Fajnie macie,duża rodzina.A ja mam tylko ojca.
-Nieoficjalnie jesteś częścią rodziny,Luna-chan.
-Daj spokój,Raven.Jestem kostuchą,istotą równą bogu.W końcu nazwa mojego gatunku Shinigami,oznacza bóg śmierci.A więc...w ogólnej hierarchii jestem wyżej od ciebie,księżniczko.Ale kiedyś mnie przewyższysz.Mam nadzieję że Zarząd nie wyśle setek żniwiarzy do zbierania waszych duszyczek.Niestety,nadzieja matką głupich.To kiedy robicie tą waszą wojenkę?
-Teraz się przygotowujemy.Ciekawi mnie to,czy Eleanor ma jeszcze siłę na to by leczyć rannych na froncie.Ale z grzeczności do tej pory o to nie spytałam,gdybym to zrobiła Charlotte by mnie nieźle obiła,znając ją.
-Czyli że masz morderczą podwładną?Ojoj,niedobrze,niedobrze.
-Jedną z niewielu osób które umieją nad nią zapanować jest Raven.Taką możliwość ma też Eleanor.
-Mamo,słyszałam że jedna z jej córek jest ślepa.
-Evelyn!
Ach,więc ta mała nigdy nie widziała dzieci tej całej Eleanor,a już je obraża.
-Evelyn,Mary jest ślepa,ale podobno tylko na jedno oko.Zawsze jej lewe oko jest zasłonięte włosami.Zasłania je od 3 lat.A skoro ma 8 to...
-Jest tajemnicza jak diabli...
-Lily,do cholery jasnej!
-Ale mamo!Przecież Mary jest niewidoma od urodzenia!
-To nie znaczy że twoja siostra ma ją obrażać.Rozumiesz?
-Tak,rozumiem mamo.Czy mam mieć oko na moją nieznośną siostrę?
-Tak,to rozkaz!
-Tak jest,admirale!
Czyli jej matka jest w wojsku,ciekawe.Ale ich brat nic nie mówi.Ciekawe czemu.Ach,może wreszcie się odezwie.
-Mamo,przestań.Mary jest super dziewczyną,mimo że nie widzi.
-Oj,braciszku nasze siostrzyczki zawsze muszę rozwalić najlepszy moment.
-A ty bądź cicho,Alice.
Wtedy ich ojciec chyba nie wytrzymał i zabrał głos.
-Przestańmy mówić o córce doktor Gray.Pamiętacie co mówiła nam Ko?
-Tak,przestańmy.Mam nadzieję że nikt nie zrobi tego,co zamierza im zrobić.Nie chcę by się to powtórzyło.Eleanor mówiła mi że ma po tym traumę,biedactwo.
-Czekaj...jak mogła ci powiedzieć przecież ona jest...
-Język migowy,Boże!
-Tak,zapomniałem przepraszam.
Czyli że Gray jest niemową Już wszystko jasne.To pewnie ślepota nabyta.Biedactwa,szkoda że nie mogę im pomóc.Cóż,takie jest życie.
-Echem,echem,przypominam że gadała pani o wojence a teraz robi robi się typowa kłótnia rodzinna.
-Ach,przepraszam że musisz na to patrzeć.
-Nie ma sprawy,jestem przyzwyczajona.To z powodu mojej pracy.Żniwiarze obserwują ludzkie życie,by ocenić ich los.Z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja,nie ma wyboru.Raven,chodź ze mną.
Ta mała poszła posłusznie.Jednak poczułam że ktoś łapie mnie za rękaw,to nie była ona..To była ta mała Lily.Byłam ciekawa czego chce.
-Ech,czego od nas chcesz?
-Ja...chciałabym iść z wami.
-Jesteś za młoda.I jesteś śmiertelniczką.
-Proszę!Będę posłuszna,obiecuję.
-Jeśli twoja matka ci pozwoli,to dobrze.
-Mamo?
-Dobrze,tylko słuchaj się Luny.
I kolejne dziecko do pilnowania,świetnie.Ok,idziemy stąd i idziemy do Kośki,no co?Ma nowe pseudo.Ciekawe jak wygląda ta cała Eleanor.Zgaduję że ma szare włosy,zielone oczy,żółtawą skórę i czerwone usta.Pewnie tez lubi turkusowy,zazwyczaj chodzi w białym płaszczu i ciągle jest przy Ko.Jeśli ją spotkam i się okażę że miałam rację to okaże się że jestem illuminati.Ale jestem ciekawa jej wyglądu i charakteru.Oddaliłam się z Lily i Raven dość daleko od rodziców Lily i poszukałam Cinematic Record Ko w mojej księdze,znalazłam je.Wbiłam kosę w wizerunek Ko księdze i po chwili się tam teleportowałyśmy.Byłyśmy przed dość sporą rezydencją.Czy w ludzkim świecie każdy ma rezydencję?Na specyficznym rodzaju huśtawki siedziały dwie kobiety i trzy dziewczynki.Jaki słodki widok.Czemu ja się nad tym tak rozczulam?Ravem podeszła do nich i schyliła swoją głowę w taki sposób że widziałam jej plecy.Pokłoniła się przed tą piątką,jedną z nich była Ko.Podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do Raven.Pogłaskała ją po włosach i lekko uniosła jej głowę w taki sposób by popatrzeć na nią przez chwilę,następnie,,podnosząc'' ją do jej pełnej wysokości.Po chwili podeszła do nich dziewczyna z białymi oczami,mająca w ręce białą laskę,więc to ona jest ta ślepa.Miała grzywkę na lewym oku i dość krótkie włosy,szare.Na jej ustach nie było widać uśmiechu.Była ubrana w ciemno turkusową bluzkę,czarny szalik i czarne spodnie.Cóż,nietypowy ubiór dla dziecka w jej wieku.
-Dzień dobry,jestem Mary Gray.
Ciekawiło mnie czy ona słyszy jak idziemy czy ma świetny węch.Postanowiłam jej odpowiedzieć,z uprzejmości.
-Dzień dobry,Mary.Jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff,ale możesz mówić mi Luna.
-Dobrze.
Odeszła do swojej matki,przedtem unosząc głowę nieco w górę i mogłam usłyszeć pociąganie nosem,mam potwierdzenie że ma dobry węch.Podeszła do tej,,huśtawki''i usiadła obok swojej matki.Ko zaczęła iść w ich kierunku..Widocznie to ona pilnowała tej czwórki.Jednak zanim zdążyła się do nich zbliżyć chwyciłam ją za rękę,uniemożliwiając dalszy chód.Wyglądała na lekko zaskoczoną,ale nie robiła mi nic po tym jak ją chwyciłam.Jedynie się odezwała.
-W czym mogę pomóc,panienko?
-Wiesz co was wkrótce czeka?Wojna,kolejna.
-Tak,żyjemy w spokoju tak długo, jak możemy.Moja pani już wie o tym co nadchodzi,znowu będzie musiała zarywać noce.
-Biedna kobieta.Czyli że ona wtedy cały czas jest na nogach?
-Tak,taka praca.Współczuję jej że musi ciągle pracować.
-Widać to po twoim Cinematic Records,po jej też.
-Co to Cinematic Records, jeśli mogę spytać?
-Nagrania filmowe duszy,widziałam je.Mogę przeglądać niemal każde Cinematic Records jakie chcę.A na wojnie będę mieć z tym kupę roboty,ech chyba ściągnę do pomocy kilku Żniwiarzy.To zależy od ilości dusz.które zbieram,więc to jak bycie aniołem śmierci.Chwila,przecież każdy z moich kolegów tak o mnie mówi.
-Można powiedzieć tak samo o mnie,zabijam każdego kto chce skrzywdzić moich bliskich.I wrogów też.
-Można powiedzieć że jesteś wyjątkowo morderczą kobietą,zwłaszcza gdy masz pod opieką Eleanor.
-Skąd o tym wiesz?!Ach,Cinematic Records,całkiem zapomniałam.Ech,muszę pilnować mojej córki,Victorii.Jest wyjątkowo psotna,ale przynajmniej ma ojca i matkę,mnie i mojego męża.A nie jak w przypadku mnie i mojej siostry,biologiczny ojciec nas bił a biologiczna matka wydawała się o nas całkiem zapomnieć.Miałyśmy rodziców zastępczych,u nich nie było aż tak źle.Ale potem...
-Zginęli?Przykro mi.Sama straciłam matkę w dniu w którym się urodziłam.
-Przykro mi,panienko.Pewnie była wspaniałą kobietą.
-Nigdy jej nie poznałam,ale mój ojciec mówił że była niesamowitą kobietą.I jego rywalką w nauce.
-Heh,moja własna siostra także rywalizowała ze mną w nauce,ale była kochaną siostrzyczką.
-Więc,kiedy zaczyna się ta cholerna wojna?
-Proc's kazali nam się przygotować w ciągu tego miesiąca,a za dwa dni kończy nam się czas.Nasze dzieci się boją.
-Nie martw się,nie pozwolę by stała się im krzywda.Mogę ingerować w ludzkie życie,choć nie powinnam.
-Dlaczego,panienko?
-Ponieważ prawo Żniwiarzy tego zabrania.
-Tak samo jak naszym żołnierzom nie wolno nas uderzyć,za to zostaną zabici.
-Osobiście zajmę się ich duszyczkami.
-Ech,humor typowy dla Żniwiarza,skąd ja to znam?
-Bo miałaś pod swoją opieką Kostuchę.
-No tak,zapomniałam.
-Masz sklerozę,Charlotte.
-Nie mam.Gdybym miała zapomniałabym całkiem o mojej pani.
-Tak,prawda.Pilnuj jej dopóki żyjesz.
-Poświęciłam jej moje życie,osoba która wydała mi rozkaz ochrony Eleanor zginęła i nie odwołała go.Więc robię to dalej.
-Dobrze robisz.Obecne czasy są skomplikowane.
-Przyznam rację,panienko.Czy słyszała panienka o tym że w stoczni kręci się córka Proc's,znana jako Cisza.
-Czyli że nie mówi nic o sobie,tak?
-Nie wiem,nigdy jej nie spotkałam.
-Ciekawe.Gdzie przebywa obecnie?
-W Naval Shipyard,w Montressor,mąż mojej pani ją zna.
-Dziękuję,skorzystam z tego.Może się przydać.
-Każda walka zawsze boli.
-Tak,prawda.Żniwiarze od lat toczą wojnę z demonami.
-I giną?Tak jak my...
-Tak,niestety.Taka natura ludzi że zabijają.
-Gdybym musiała,oddałabym życie za Eleanor.
-Więc to twoja przyjaciółka?
 -Tak,panienko.Myślałam że skoro ma panienka dostęp do Cinematic Records powinna panienka wiedzieć...
-Być może tak,ale to moja sprawa.Niektórych rzeczy nie mogę ci powiedzieć,rozumiesz?
-Tak.
-Ech,znając życie będę musiała nieco pomóc Eleanor,ojciec mówił że mamy żniwiarza medyka w naszych szeregach,może się wam przydać.Dobra,on pracuje w dziale kryminalnym,ale gdyby nie umiał nic z medycyny to najzwyczajniej w świecie poszedł by zbierać duszyczki.
-Ach,czyli Żniwiarze mają działy?
-Tak,mamy działy Charlotte.Zrozumiesz to podczas wojny.Wiem o tym że masz władzę nad Marines,jestem jakby to powiedzieć stalkerką.
-Mam się bać tego co o mnie wiesz?
-Nie,nie wykorzystam tego przeciwko tobie.Nie martw się.
-Chciałabym by wojen na świecie nie było,ale świat bez konfliktów jest jak żołnierz bez karabinu.
-Jakbym słyszała Undertaker'a,ale jego wersja jest inna.
-Jaka,panienko?
-Miska bez ciastek jest jak Żniwiarz bez Kosy.
-Masz rację,panienko.Tak właśnie jest,przynajmniej podobnie.
-Słyszałam że zamierzasz wywołać ducha martwej kostuchy,panienko.
-Skąd do cholery o tym wiesz?!
-Mam dobry kontakt z panią Phillips a ona jest kostuchą,czyż nie?Ona mi o tym powiedziała,umie czytać w myślach.
Cholera,koszmary się spełniają.Teraz będzie mogła wiedzieć co o kim myślę.Ale mam nadzieję że nie wpadnie na to że jej syn jest według mnie słodki.Ale cóż poradzić?Ech,czuję że nic dobrego się tu teraz nie wydarzy.Wojna i śmierć tylu ludzi w jednym miejscu.Żal mi Charlotte i Eleanor.Nie chcę by któraś z nich musiała zginąć.Najwyżej pomieszam nieco w czasie,ale trudno.Czasem zastanawiam się czemu urodziłam się kostuchą.Czy nie mogłam urodzić się zwykłą kobietą?Nie,nie myślcie nie że nie jestem dumna z mojego pochodzenia,bo jestem.Ale jestem ciekawa jakby wyglądało moje życie jako zwykłej kobiety.Jednak tego że jestem Shinigami nie można zmienić.Taka się urodziłam i taka zostanę do śmierci.Tak,Shinigami da się,zabić ich kosą.Wiem to od ojca.Gdy byłam mała uczył mnie tego co powinnam wiedzieć o byciu Shinigami.Teraz muszę przekazać tę wiedzę Raven,oby mi się udało.Spróbuję zobaczyć co da się zrobić podczas wojny.Nie mogę zatrzymać czasu na zbyt długo,ale dzięki Zakładce Czasu(tak ją nazywam)mogę zatrzymać go na jakiś czas.Ale niestety to będzie minusem dla obu stron walczących.Mam nadzieję że obejdzie się to bez efektów ubocznych.Jeśli Raven ma zamiar pomóc im walczyć to musi być ostrożna.Oby nic się jej nie stało.Widzę że na wywoływanie ducha Ruri muszę jeszcze poczekać.
&

wtorek, 1 maja 2018

,,Jesteś idiotą!''

Przeczuwałam że tak się to zacznie.Gdy weszłam do rezydencji zobaczyłam że jest tam pewna osoba,tak chodzi o naszą nauczycielkę.Skąd ona się tu wzięła?Wszystkiego można się po niej spodziewać.Ta mała do niej podeszła,bo Phillips stała tyłem do nas.Lekko ją klepnęła a ta,najwyraźniej się zdziwiła bo znowu zaczęła mówić po niemiecku.
-Hm, was machst du hier, Roth?
Na co Raven odpowiedziała jej...po niemiecku.Boże tylko nie to.
-Ich kam zu Besuch, gnädige Frau.
Na co ta prawdopodobnie uzależniona od niemieckiego kobieta odgarnęła włosy ze swojej twarzy. i westchnęła.
-Ech,mam na dzisiaj dość rozmawiania po niemiecku.Można przejść na polski.
-Pani profesor...
-Tak,Sutcliff?
-Co teraz,te demony...
-Mój lokaj się nimi zajmie,sam jest demonem.
W tym momencie zatarła ręce z dziwnym zadowoleniem.Zaczęłam się jej trochę bać.Normalna osoba się tak nie zachowuje.
-Przy okazji,muszę załatwić pewne sprawy więc rezydencja zostanie na ten czas zamknięta.
Wtedy ten mały chłopak lekko pociągnął ją za rękaw.Ona zwróciła na niego uwagę,z lekką irytacją.
-O co chodzi,Ciel?
-Mamo,a gdzie zamieszkamy na czas twojej nieobecności?
-W letniej rezydencji,synku.
Czyli to zostało potwierdzone,ten chłopak to syn Phillips'a.Dziwne bo nie jest do niej zbytnio podobny.Cóż,geny płatają figle.Ona jest tak samo tajemnicza jak jej syn.Cóż,trzeba to zbadać.Więc jej syn ma się przenieść do innej rezydencji.Cóż,jeśli Raven go o to poprosi to może weźmie nas ze sobą.I stało się tak jak przewidywałam.
-Cielak,bierzesz mnie i moją senpai ze sobą,rozumiesz?
-Dobra,mogę was wziąć.I tak nie chciałem być tam sam z moją nieznośną siostrzyczką.
O wilku mowa,Diana siedziała niedaleko.Chyba była zła.
-Oj,braciszku.Jaki ty nieznośny.
-Siostra...
-Zamknij się.
I poszła sobie.Współczuję że ma takiego debilnego brata.No cóż może kiedyś przestanie być idiotą.
-To kiedy wyruszasz,mamo?
-Niedługo,niedługo.Aż tak bardzo mnie nie chcesz w domu,synku?
-Mamo...ja.
-Cicho,zamknij się synku.Jesteś idiotą jak twój ojciec!
-Mamo...
-Cicho już,nie mam siły na zajmowanie się tobą.
I poszła sobie w sobie tylko znane miejsce,biedna kobieta.Mam nadzieję że przestanie się denerwować na syna.Chociaż chętnie bym go poobijała.
-Cóż,twoja mama zawsze była taka.Nigdy się nie zmieni.
-Daj spokój,Raven.Ty nie jesteś inna.A pani profesor może być taka jaka chce.
-Przepraszam,sensei.
-Nie oczekuję od ciebie przeprosin.Zrozum że popełniłaś błąd.
-Tak,proszę pani.
-Jestem taką samą dziewczyną jak ty,Raven.Zapamiętaj.
-Tak,senpai.
-Mądra dziewczyna z ciebie,kiedyś przestaniesz być taka mała jak teraz.I będziesz shinigami.Teraz się ucz,jeszcze się nam przydasz.
-Yes,my lady!
Mała psotnica,parodiowała mojego ojca.Cóż,nie byłam na nią zła,była urocza.Ale bycie uroczym kończy się wraz z wiekiem.Żal mi tej małej,musiała mieć tragiczne przejścia.Ta cała Charlotte to dobra kobieta.Widzę że mogę spokojnie powierzyć jej opiekę nad Raven.Chciałam jej czegokolwiek nauczyć,zanim będę na to za stara.Cóż,14 lat na karku to trochę czasu życia.Mam nadzieję że Raven będzie bezpieczna.Nie chcę by stała się jej krzywda.Muszę chyba odwiedzić Charlotte,albo ciotkę tej małej.Tylko jest jeden problem,nie wiem kim jest jej ciotka ani gdzie jest Charlotte.Muszę użyć ich Cinematic Records by je znaleźć.Jednak nie wiem jak nazywa się jej ciocia.Muszę spytać się o to Raven.Jestem ciekawa co by było,gdybym wywołała Ruri.Gdy wrócimy do szkoły muszę to zrobić.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Porwane i przetrzymywane.

Czemu?Czemu to Raven została tak urządzona.Mnie mogliby pobić ale nie ją,nie moją uczennicę.Raven leżała nieprzytomnie przy ścianieTen idiota Zakuro chwycił mnie za kołmierz i patrzył na mnie z nienawiścią.
Od początku był obłudny.Bałam się o Raven.Mam nadzieję że nie dobiorą się do niej.W pewnym monecie zobaczyłam że niedaleko nas stoi dziewczyna,o czarnych włosach i czerwonych oczach.
Ewidentnie była ich szefową.Podeszła do Raven i ją podniosła.Dość delikatnie,jak na przypuszczalną szefową bandytów.Ale na tyle by spojrzeć jej w twarz.Potem ostrożnie ją odłożyła na poprzednie miejsce.Popatrzyła na Zakuro z pogardą,klasnęła w ręce i położyła obie ręce na ramionach.
-Zakuro,pójść ją.
-Tak,proszę pani.
-Nawet diabeł ma w sobie cząstkę ludzkich uczuć.Wypuść je,Zakuro.
-Tak,proszę pani.
-Natychmiast.Zanim pozbawię was budżetu.
W tej chwili weszła podobna do niej dziewczyna.Podeszła do niej i odebrała jej pistolet
-Setsuna,droga siostro.Wiesz że nie wolno się podszywać pod siostrę?
-Tak...wiem siostrzyczko.Co mam z nimi zrobić?
-Naifu i Chika się nimi zajmą.A ty idź przygotuj dla nich miejsce.Wiem co z nimi zrobimy.
-Tak,siostrzyczko.
-Kaori,podnieś tą małą,z łaski swojej.
Dziewczyna o brązowych włosach podniosła Raven i trzymała ją tak by nie spadła z jej rąk.
Wyglądała przerażająco,jakby nie miała oczu.Chciałam się stamtąd wyrwać,ale nie mogłam zostawić Raven.W końcu ci ludzie nas wzięli w inne miejsce.Trzymano mnie za ręce,a Raven niesiono związaną.To było przerażające.Chciałam się wyszarpać,ale moje ręce były mocno związane.Ta dziewczyna uderzyła mnie pałką w plecy.
-Och,Shinigami zawsze byli irytujący,ale to już przesada.Takie dziecko jak ty nie powinno być Shinigami.
-Zamknij się!
-Och,bawisz mnie,jesteś demonem.
-Och,spokojnie.Bo dołożę tej twojej Raven.
-Nie masz prawa!
-Oj tak,mam.
-Proszę,wypuść nas.
-Przykro mi,nie mogę.Moja pani będzie wściekła.A teraz bądź cicho.
Musiałam zrobić to co mi kazała.Po mniej więcej półgodzinnej drodze dotarli do czegoś w rodzaju lochu.Puszczono mnie a Raven położono na ziemię.Bolało mnie całe ciało ale musiałam mieć na oku Raven.Próbowałam się podnieść ale moje ciało było zbyt obolałe do tego.W pewnym momencie podeszła do mnie dziewczyna,wyglądająca na Shinigami.
-Hej mała,jestem Narumi.
-Nie jestem mała!
-Cicho,nie krzycz tak.Chcesz jeść czy wolisz umrzeć z głodu?
-A co masz?
-Chleb,woda i...coś jeszcze.
-Możesz przy okazji zająć się moją panienką?
-No,dobrze.Zajmę się nią.
I poszła zająć się Raven.Podniosła ją.Była dla niej delikatna.Odgarnęła jej włosy,a ja zobaczyłam że na jej czole jest krew.Miałam ochotę ją uwolnić,ale nie mogłam.Pomału przyniosła ją do mnie i...położyła ją na kocu,który leżał na podłodze.Nie wyglądała na złą kobietę.Gdy tylko ją położyła,przyniosła dwie miski,prawdopodobnie z jedzeniem.I tak,jedzenie tam było.Spróbowałam,i było całkiem smaczne.Ale Raven otworzyła swoje urocze,fioletowe oczy.Pogłaskałam ją po głowie a ona chwyciła rękaw mojego płaszcza i usiłowała się podnieść.Jednak ja oparłam jej głowę na kocu który był zwinięty jakby na kształt poduszki i pomału dałam jej jeść.Zjadła posłusznie,na co ja uśmiechnęłam się do niej.
-Luna...-sensei
-Cii,Raven.
-Ja..nie chciałam by tak się stało.
-Nie martw się,nikt ci nic nie zrobi.
-Luna-sensei,proszę zrób coś.
-Przykro mi,nie potrafię.
-Co zrobimy?
-Nie martw się,Raven.Teraz śpij,ja spróbuję wymyślić plan ucieczki.
-Poczekaj,Luna-sensei.Mam pomysł.
-, Shinigami o, zehi...
Mówiąc to,dotknęła swojego prawego oka,na którym,co dopiero teraz zauważyłam był pentagram.Fioletowy pentagram.Po chwili pojawił się...mój ojciec!
Byłam zdziwiona,chciałam go spytać skąd wiedział gdzie jesteśmy.Ale on jakby mnie nie widział,jedynie ukłonił się przed Raven a gdy to zrobił,uklęknął na jedno kolano,spuszczając głowę.Po chwili się podniósł,dalej klęcząc przed nią nią
-Czego sobie życzysz,panienko?
Byłam zaskoczona,czyżby on jej służył?Możliwe,nigdy nic nie wiadomo..
-Grell,masz nas stąd zabrać do domu,rozumiesz?To rozkaz!
-Yes,My Lady.
Ją wziął na ręce a do mnie jedynie się odwrócił i dał mi znak bym szła za nim.Zrobiłam to.Ewidentnie Raven była jego panią.Trzymała się go tak jakby miała go zaraz udusić.Ale wyglądało to zabawnie.Szłam za nimi spokojnie,co dziwne,te demony nie zwracały na nas uwagi dopóki ojciec nie spróbował otworzyć drzwi.Demony podbiegały od razu,jednak ojciec był szybszy od nich.Po chwili stamtąd uciekliśmy..Byliśmy bezpieczni.Nie wiedziałam gdzie jesteśmy,nie pytałam o to ojca.Jednak Raven wyszarpała się z jego rąk i zeskoczyła na ziemię.Po chwili chwyciła go za rękawy jego płaszcza i wpatrywała się w niego przez chwilę.
-Grell,zajmij się Luną.Wiesz co masz zrobić.
-Yes,My Lady.
Teraz już miałam przeczucie gdzie jesteśmy.To była jakaś rezydencja.Ewidentnie nie groziło nam już nic złego.W tym momencie podszedł do nas młody chłopak,w moim wieku.Miał opaskę na oku,jak nasza nauczycielka.Przypomniało mi się że w szkole mówiono że ona ma jeszcze syna,czyżby to był on?Ten chłopak...podszedł do nas i uśmiechnął się lekko.
-Witam panienki,widzę Sutcliff się wami zajął.
-Daj spokój,Ciel.Nie mam czasu na zabawę.Mamy dwójkę Shinigami na garnuszku.
-O Boże.
-Ok.Lepiej się nimi zajmijmy.Grell,wiesz co robić.
-Yes,my Lady.
Jeny,on naprawdę się zmienił.Mam nadzieję że to potrwa dość długo.Mój ojciec bywa zmienny,ale mimo to jest opiekuńczy.Ciekawe co robią teraz ludzie ze szkoły.Mam nadzieję że z naszą nauczycielką jest wszystko w porządku.Nie chciałabym by stała się jej krzywda.Jednak narazie miałam trochę spokoju.Ta mała jest niezła,potrafi zmiękczyć każdego.Nawet najsurowszą kobietę jaką widziałam,tak chodzi mi o Michelle Morstan.Ona jako jedna z niewielu zmiękczyła jej zlodowaciałe serce.Bawią mnie takie małe.Z wyglądu urocze ale z charakteru uparte i nieustępliwe.Ale i tak każda kończy swój żywot.Mimo to nie jest zła i wydaje się całkiem miłą dziewczynką.
&

niedziela, 18 marca 2018

Pierwsza lekcja.


Po chwili zobaczyłam że Zakuro denerwuję się na swoją siostrę.
Shin patrzył na nich jakby nie widział co zrobić.Chciałam pomóc Eri,ale nie widziałam jak.Postanowiłam pobiec do naszej wychowawczyni.Jednak ona jakby to przeczuwała i sama się pojawiła.Prosto między Eri i Zakuro.Uderzyła go z całej siły kijem,który trzymała w ręce.Chłopak poleciał na ławkę.
-Lass sie in Ruhe, Kind!-Widać było że jest wściekła.Eri tymczasem uciekła z klasy.Phillips tymczasem oparła prawą rękę na ławce i zaczęła spokojnie oddychać.Jej oddech brzmiał tak jakby miała się zaraz udusić.Nie wiedziałam co mam zrobić.Po chwili jednak zaczęła normalnie oddychać,schyliła się i chwyciła Zakuro za kołmierz i wyciągnęła go z klasy.Wszyscy się śmiali,oprócz Mei i Toshiko.Najwyraźniej nie lubiły gdy śmiano się z ich brata.Byłam ciekawa co Phillips zrobi z Zakuro.Współczuję jej że musi użerać się z takim idiotą jak on.Usiadłam w mojej ławce i zaczęłam się zastanawiać co by tu zrobić z nudów.Dopóki lekcja się nie skończyła nie mogliśmy wyjść z klasy.Po chwili Phillips wróciła,trzymając w ręku bat.Z pewnością pobiła Zakuro.Usiadła za biurkiem,starając się uspokoić.Patrzyłam na nią przez chwilę,ona jednak nie zwracała na mnie uwagi.Jednak wyglądała tak,jakby nasza klasa była ostatnim miejsce w którym chciała przebywać.Jednak po chwili zaczęła znikać.Shin nie był tym zdziwiony.Widocznie widział ją często gdy znikała.Postanowiłam przeteleportować się tak jak ona.I zrobiłam to.Jednak gdy to zrobiłam uderzyłam o coś głową i zemdlałam.
&
Obudziłam się w jakimś dziwnym domu.Był jednak uroczy.Zobaczyłam że niedaleko stoi mała dziewczynka,fioletowo włosa.
Wyglądała jak osoba która jest wiecznie smutna.Zobaczyłam że podchodzi do niej pewna osoba,mężczyzna którym był...William.T.Spears!Skąd on się tu wziął?Podszedł do tej dziewczynki,czyżby miał jej zabrać duszę?Ona jednak nie okazywała strachu.Patrzyła na Williama z podziwem.On wziął ją na barana i zniknął.Prze teleportowałam się tam gdzie prawdopodobnie był.Dziewczynka siedziała sobie na krześle,jakby mnie nie widziała.Po chwili zorientował się że patrzy na mnie kobieta,nieco podobna to Phillips'a,jednak kilka szczegółów w ich wyglądzie się różniło.Ta kobieta miała na moje oko niebieskie oczy,bliznę szpecącą część twarzy,czerwony płaszcz,ciemne usta,czarne rękawiczki łokcia,czarne usta,szare legginsy i czarne,długie do kolan kozaki.W ręku trzymała długą,czarną laskę z białą różą jako ozdobą.Może nie była zła,ale ewidentnie pilnowała tej małej.
Chciałam uciec jednak ona chwyciła mnie za 
kołmierz koszuli.Patrzyła na mnie ze złością.
-Was willst du von meiner Lady?-Tylko nie kolejna Niemka,boże!
-Nie rozumiem,kobieto!
-Och,a już myślałam że jesteś Niemką,przepraszam.
-Nic się nie stało,ale kim jesteś?
-Ja?Jestem Charlotte Ko,mimo to każdy nazywa mnie Ko..
-Miło mi,jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff.
-Mogę mówić panience Luna?
-Tak,możesz.A tak w ogóle,co ta mała tu robi?
-To księżniczka Raven Roth.Pilnuję jej,najlepiej jak umiem.
-I ona się na to zgadza,dobrowolnie?
-Tak.
-Dziwne.Ale powiedz mi,co ta mała tu robi?
-Miała być szkolona na kostuchę ale...
-Twój zleceniodawca nie wie jak to zrobić?
-Tak,panienko.Pan T.Spears nie wie jak to zrobić.
-Sam jest Ponurym Żniwiarzem,więc powinien wiedzieć!
-Nie jego wina...Luno.
-Och,Charlotte...tyle się jeszcze musisz nauczyć.
-Co panienka chce przez to powiedzieć,bo nie rozumiem.
-To,że jesteś zbyt ciekawska,ale na moje oko masz dobre serce.
-Uznam to za komplement,panienko.
-A tak w ogóle,mogę sama ją nauczyć być kostuchą.Oszczędzę tym kłopotów William'owi.Wygląda na nie więcej niż dziesięć-jedenaście lat.
-Ja sama nie wiem o panience Raven wszystkiego.Po tym jak jej rodzice zaginęli,jej ciotka przejęła nad nią opiekę.Ja ją chronię,sytuacja w której to robię nie ma znaczenia.
-Ryzykujesz życiem...
-Zanim umrę,chcę walczyć o jej życie.Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam,gdzie zechcę.Gdy jej bronię,potrafię być brutalna.
-To widać po twoich bliznach.
-Po tym?To tylko zadrapania.
-Oj,nie kłam.Przecież widzę na twojej twarzy blizny.
-Argh,to z wojny.Poczekaj,zawołam moją panią.Księżniczko!
Dziewczynka podeszła do niej posłusznie.Charlotte pogłaskała ją po głowie.
-Spójrz,oto panienka Luna.Twoja kyoshi.
-Guten Morgen, gnädige Frau.
-Czy możesz mówić po ludzku?
-Tak,Luna-sensei.
-Raven,jestem taką samą dziewczyną jak ty...Chodź,idziemy.
Wzięłam tą małą za rękę i wyszłyśmy.Wiedziałam że jestem teraz za nią odpowiedzialna.Wyglądała uroczo.
Nie sprzeciwiła się temu że wyszłyśmy,nie musiała.Zaprowadziłam ją na dwór,kazałam jej chwycić się mnie mocniej.Zrobiła to.Po chwili byłyśmy w klasie.Powiedziałam jej żeby na mnie zaczekała.Sama poszłam do klasy i powiedziałam kolegom że mamy nową koleżankę.Kazali mi ją przyprowadzić,więc po nią poszłam.Wydawało mi się że albo zmieniła wygląd,albo mutowała.
Uśmiechnęła się do mnie i dygnęła.
-Luna-sensei,wybacz mi tą zmianę.Ale chciałam wyglądać lepiej.
-I tak wyglądasz ładnie,Raven.
-Dziękuję,Luna-sensei.Czy...ja będę się tu uczyć?
-Tak.Witaj w szkole Shinigami,Raven.Chodź,przedstawię ci kolegów.
Poszłam z nią do klasy.Ludzie nie zdziwili się na widok Raven.Raven patrzyła na nich spokojnie.Shin wstał i zaczął do mnie mówić.
-Luna,co tu robi ta mała?
-To moja uczennica.Raven Roth.
-Więc ją uczysz jak być kostuchą?Nietypowe.
-Czy jej obecność tu,przeszkadza ci,Shin?
-Nie...
-To się nie wtrącaj.To ja ją uczę!
-Luna-sensei...
-O co chodzi,Raven?
-Ja...nieważne.
-Och,jesteś niepoprawna.
-Wiem...
-No cóż,mogę ci to wybaczyć.
-Dziękuję...Luna-sensei.
-Cicho już.Siadaj do ławki.
-Tak jest...Luna-senseii.
Ta mała wydaje się miła.Mimo to jest zbyt uległa.Ale posłuszna.Mam nadzieję że Phillips nie będzie miała o to pretensji.Jednak dałam radę zauważyć że Shin jest pełen antypatii do Raven.
-Kluczem do bycia Shinigami jest zdanie egzaminu.Jeśli go nie zdasz,twoja nauka pójdzie na marne.Zresztą trzeba dbać o okulary.Ja mam czerwone.Popatrz sobie.
Zdjęłam moje okulary i podałam je jej.

-Luna-sensei,są bardzo ładne.
-Dziękuję.Ty także będziesz mogła sobie wybrać gdy zdasz.
-Naprawdę?Chciałabym ciemnofioletowe.
-Dobrze.Dostaniesz.
-Dziękuję,Luna-sensei!
-Nie ma za co,Raven.I proszę,mów mi Luna.Po prostu Luna.
-Dobrze...Luno.
-Mądra dziewczynka...
Usiadłam w mojej ławce ze smutkiem.Po chwili zobaczyłam naszą wychowawczynię siedzącą za swoim biurkiem.
Ewidentnie nie była zwykłą kobietą.Ani Shinigami czystej krwi.Miała czarne oczy,a nie zielone jak typowa Shinigami.Ale mogłam śmiało powiedzieć o niej to że jest trochę zbyt sztywna.Jej twarz była...pusta.Nie wyglądała na osobę która w ogóle czuje cokolwiek.Było mi jej żal.Jednak wyglądała tak jakby mogła zabić bez skrupułów.
-Co jest,Sutcliff?Czemu tak na mnie patrzysz?
-Ja...po prostu.Nic,nic,pani profesor.
-Boże Święty,typowa kobieta.Przestań się bać, przecież Cię nie zjem. Okaleczę, wymorduję, zmęczę, przemęczę, każę ciężko pracować, będę torturować i będziesz cierpiała przeze mnie najgorsze katusze... Ale Cię nie zjem... 
-Dobrze.
-Lepiej zajmij się nową.Bo się zdenerwuję.
-Dobrze,pani profesor.
-Z tego co wiem będziecie mieć wkrótce trzy nowe koleżanki.Ty wiesz o tym jako jedna z niewielu.A teraz zagłąb się w czytanie książek,bo mnie denerwujesz.
-Tak jest,pani profesor.
Zagłębiłam się posłusznie w książki.Rozumiałam trochę rzeczy z teorii,tata trochę mnie nauczył.Książki były ciekawe.Jednak jedna strona była we krwi...cała.Zajrzałam znowu na okładkę i był tam podpis.
Ruri Shi,Fujin no Itami.
Pomyślałam sobie że to książka która należała do ducha ze szkolnej toalety za jej życia.Postanowiłam na przerwie iść do toalety i ją jakoś wywołać.Czytałam jednak dalej.Po chwili zauważyłam coś w rodzaju pamiętnika.Ewidentnie do należał do Ruri Shi.Przeczytałam go nie zważając na dobre wychowanie.
14 kwietnia 1898.
Czemu ludzie z klasy mnie tak nienawidzą?Nie zrobiłam im nic złego.I po co popełniłam samobójstwo?Muszę coś z tym zrobić...Cieszę się jednak że chociaż nauczyciele mnie szanują.Ta cała Phillips jest całkiem miła.Ona jako jedna z nielicznych potrafi zaakceptować to że jestem,jaka jestem.Wczoraj ci idioci znów mnie pobili.Krew leciała mi z nosa.Jedynie Sadako Seishin,oprócz Phillips'a jest naprawdę miła.Muszę już iść na lekcję,bo Sadako mnie woła.
17 kwietnia 1898
Och,znowu to samo.Cóż Sadako.Czas się pożegnać ze mną.Nie zobaczysz mnie już.To takie smutne.Ten idiiota Yoshiki znowu nie zakuł do egzaminów,teraz się dziwi że ma tyle jedynek.On mnie bawi.Chyba jednak muszę się uczyć do egzaminów,bo nie zdam.Dziś na lekcji Hakai i Yoshiki się całowali.Do czego oni są jeszcze zdolni?Idę na lekcję bo się spóźnię.
22 kwietnia 1898
Zdałam.Dostałam kosę śmierci.Czas pożegnać się ze światem.Żegnaj,Phillips.Żegnaj Sadako.Żegnajcie rodzice.Zrobię to dziś wieczorem...
&
Dalej nie było już nic,tylko krew.Było mi jej żal.Musiałam powiedzieć naszej nauczycielce,ale nie wiedziałam jak.Siedziałam w ławce,zastanawiając się co zrobić.Ale i tak nie miałam zamiaru mówić nikomu oprócz Phillips'a.Siedziałam tak dalej aż w końcu rozbrzmiał dzwonekWyszłam z klasy.Byłam teraz na korytarzu,postanowiłam usiąść na ławce.W pewnym momencie zobaczyłam tą dziewczynę.Tą która ma bandaż po prawej stronie twarzy.Nie była Shinigami.Nie ufałam jej.Podeszła do mnie i chwili zobaczyłam że ciągnie Raven za rękę.Sprawiało jej to ból.
-Luna-sensei!
-Raven!
Ta dziewczyna uderzyła Raven.Raven płakała,a ja ze smutkiem obserwowałam tę scenę.Mimo że tego nie chciałam.Chciałam do niej krzyknąć by się nie bała.Jednak gdy już otwierałam usta,poczułam uderzenie w głowę.Urwał mi się film.
&
Ok,skończone.Teraz zrobię kolejny rozdział.

sobota, 17 marca 2018

Ciekawostki #1-Hikari Shiori Luna Sutcliff.

Witajcie!Nadszedł czas na nową serię-ciekawostki.Dzisiaj bohaterem,a raczej bohaterką będzie...Hikari Shiori Luna Sutcliff!
Portret Hikari
&
*-Początkowo miała wyglądać inaczej.Miała mieć czarne włosy,czerwone oczy demona,bladą skórę i tp.Oto jej oryginalny desing:
Jako Akuma Michaelis
*Nie miała się nazywać tak jak teraz.Miała mieć na imię...Akuma Michaelis!I być córką Sebastiana.
*Jej wygląd zostanie w przyszłość zmieniony.
*Będzie mieć bardzo dobre relacje z Phillips'em i jej rodziną.
*Oryginalnie miała mieć starszego brata.Miał mieć na imię Jigoku Michaelis.Miała go nie znać a gdy zginął przez postrzał w głowę miała się dowiedzieć o tym że jest jej bratem od ojca.
*Nie miała być zakochana w Cielu Phantomhive.
*Miała wcale nie uczyć się w szkole Shinigami.Miała uczyć się w normalnej szkole.
*Jest jedną z moich ulubionych postaci głównych.
*Gdyby nie była demonem,byłaby zwykłą dziewczyną.
*Oryginalnie,to ona miała być brokerką a nie Eri.
Planowany przyszły wygląd.
Hikari z braciszkiem(we wczesnej wersji)
Jej okulary

sobota, 24 lutego 2018

Nowe znajomości

Gdy dotarliśmy do szkoły ojciec Hanako zaprowadził nas do klasy.Mieliśmy czekać na naszą wychowawczynię .Shin oparł się plecami o ławkę i rozmyślał.Ja i Hanako usiadłyśmy w ławkach.Po kilku minutach reszta klasy weszła do środka.Byli tam między innymi:dziewczyna o blond włosach,niebieskich oczach który nie posiadają Shinigami,czarną maską na twarzy,białym bandażem na lewym oku,granatową koszulę z białym żabotem,czarne spodnie i kaburę z pistoletem u pasa przypiętego do spodni i czerwonych trampkach
Nie wyglądała jak Shinigami.Patrzyła na nas nerwowo.Po chwili usiadła do ławki,prychając w naszą stronę.Zaraz za nią weszła kolejna dziewczyna z czarną maską na twarzy,czerwonymi oczami,czarnymi włosami,skrzydłami demona,czarnej kurtce,czerwonej bluzce,blizną wzdłuż twarzy,szarymi spodniami i czarnymi kozakami.
Popatrzyła na nas przez chwilę i usiadła do ławki.Nie wydawała się przyjaźnie nastawiona.Była raczej lekko podejrzana.Nie chciałam jej drażnić,więc tylko zerkałam na nią jednym okiem.Po chwili wszedł chłopak o blond włosach z grzywką i typowymi dla Shinigami oczyma.Miał coś w rodzaju obroży na szyi i czarne okulary oraz bluzę z kapturem i czarne spodnie oraz białe trampki.
Usiadł w ławce za mną a ja odwróciłam się by na niego popatrzyć.Ale on uderzył pięścią w ławkę i prychnął w moją stronę.Odwróciłam się i nie popatrzyłam więcej w jego stronę.Po chwili weszła dziewczyna o tym samym kolorze oczu i włosach takiego samego koloru w biało-czarnej bluzie z czarnymi słuchawkami na uszach.Miała też gothycki naszyjnik na szyi.Patrzyła na nas z lekką podejrzliwością.Po chwili podeszła do chłopaka i uderzyła go w twarz.Potem podeszła do mnie i oparła się rękami o blat ławki.
-Przepraszam cię za mojego brata,czasami jest nerwowy.Jestem Eri Itami.Broker informacyjny i redaktorka naczelna szkolnej gazetki oraz jedna ze studentek.A ty?
-Jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff.Miło mi cię poznać.I nic się nie stało.
-Chcesz napić się mięty?
-Tak,z wielką chęcią.
-Chodź za mną.Pani profesor zawsze przychodzi dość późno.
-Skąd wiesz?
-Nasza matka ją dobrze zna.Czasami przychodzi do niej i z nią rozmawia.Ale pani profesor nieszczególnie lubi dzieci.Sama ma córkę która się tu uczy i syna.
-To dostanę tą miętę?
-Tak,dostaniesz.Nie bądź tak niecierpliwa.Chodź za mną.
-Już tak mówiłaś,Itami.
-Przepraszam.
Eri poprowadziła mnie do biura w którym było zgaszone światło.Zapaliła je i podeszła do stolika na którym był dzbanek z miętą.Dała mi kubek wypełniony moją ulubioną herbatą a ja zaczęłam pić.Po chwili urwał mi się film.Zemdlałam.
*
Gdy się obudziłam stała nade mną Eri.Patrzyła na mnie drwiąco.
-Nie uczono cię nie brać nic od obcych?
-Właściwie to,tak uczono.
-Każdy dzieciak jest taki sam.Ograniczony umysłowo,niepraktyczny.
-Ty sama jesteś dzieckiem.
-Chicho bądź.Wypuszczę cię,ale w zamian za to że będę twoim brokerem.Będę zbierać dla ciebie informację oraz przysyłać ci to czego potrzebujesz.
-Nie skorzystam.
-Szkoda.Broker w dzisiejszych czasach to rzadkość.A mam dobre kontakty z pewnymi osobami.
-Tak?W takim razie w porządku.Jak mam ci płacić za usługi?
-Rozpoznanie-potrzebuję zdjęcia,ale takiego by twarz znajdowała się w jego centrum.Różne przedmioty kosztują pięć dolarów.To wszystko.Masz telefon?
-Tak.Mam go przy sobie.
-Proszę cię,daj mi go na moment.
-Ale nie zabierzesz mi go?
-Nie,tylko mi go na chwilę daj.
Eri wzięła mój telefon,kabel USB i podłączyła go do laptopa na biurku.Po pięciu minutach oddała mi go.Miał na karcie pamięci aplikację z czarnym portretem Eri w menu głównym.Według mnie była to właśnie metoda komunikacji między nami.Eri zgasiła światło i powiedziała bym wyszła bo za pół godziny przyjdzie nasza wychowawczyni.Byłam ciekawa jej wyglądu i sposobów nauczania.Poszłam do sali za Eri.Cała klasa była wypełniona uczniami.Nauczycielka jeszcze nie przyszła.Shin siedział obok Hanako a brat Eri siedział w swojej ławce.Blisko niego w sąsiednich ławkach siedziały dwie bardzo podobne do siebie dziewczyny.Eri napomknęła mi że to jej młodsze siostry-Mei i Toshiko Itami.Ja sama usiadłam blisko Hanako i Shina.
Po paru minutach do klasy weszła czarnowłosa dziewczyna z zielonymi okularami.Usiadła w ławce obok mnie.Popatrzyła na mnie po czym uśmiechnęła się do mnie.Wydawała się miła.Jednak po chwili zobaczyłam że położyła na mojej ławce notatnik.Było w nim napisane:,,Hej,jestem Diana Phillips.Przepraszam że nie mówię normalnie,jestem nieśmiała.Jak masz na imię?''
Podobała mi notatnik,wzięłam go i odpisałam jej:,,Miło mi cię poznać,Diano.Słyszałam że jesteś córką pani profesor.Nic się nie stało.Jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff.''
Położyłam kartkę na jej biurku i zobaczyłam jak czyta moją wiadomośc.Po chwili oddała mi kartkę i wzięła głęboki oddech i odezwała się do mnie.
-Mogę...mówić cię po imieniu?
-Tak,możesz.
-Widzę że nie muszę ci mówić że jestem córką wychowawczyni.Troszkę się stresuje byciem Shinigami.
-Po pierwsze:uspokój się.Po drugie:nieśmiały Shinigami będzie popychadłem,więc pokonaj nieśmiałość.Po trzecie:pokaż na co cię stać.
-Dobrze.Jak myślisz,kiedy przyjdzie moja mama?
-Nie wiem.Opowiesz mi później nieco o niej?
-Dobrze.
-A tak przy okazji,masz ochotę na pójście do kawiarni,po lekcjach?
-W porządku.Lubię Eri i jej rodzeństwo.
-Ja chyba też.
-Niedługo przybędą nowi uczniowie.
-Sporo nas będzie.Czy nauczyciele sobie z nami poradzą?
-Napewno.Uwierz mi,mam matkę nauczycielkę więc wiem.
-Kiedy ona przyjdzie,mam dość czekania.
-Nie dziw jej się,uczy także w świecie ludzi.
-Więc ma bardzo nieprzyjemne życie.
-Niestety.Ona jest przez to strasznie nerwowa.Jej zdrowie siadło ostatnio.Ale tak to jest gdy zamiast herbaty pijesz mózgojeby.
-To daj jej nerwosol.
-Ostatnio połknęła cały i miała potem problemy jeszcze gorsze.Ale nie gadajmy o tym na głos bo się wkurzy.Wiem,bo to moja matka.
-To ona ma chyba herbaciany bunkier.Albo piwnicę.
-I to i to.Ma wielkie zamiłowanie do herbaty.
-Tak jak ja.Czekaj ona...nadchodzi!
Diana się skuliła się w ławce.W drzwiach stała blada kobieta w zielonym płaszczu,białej koszuli,czarnych spodniach,czarnych kozakach i zielonym szaliku.Miała długie włosy z grzywką,czarne,tak jak oczy.Po chwili kobieta wyszła na środek klasy.Nie wyglądała jak typowa Shinigami.
-Ona ma niemiecki akcent i zazwyczaj mówi po niemiecku,jeśli nie wie w jakim języku mówimy.-Szepnęła Eri.
W tym momencie nasza nauczycielka wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić do nas z ostrym akcentem,słyszalnym w jej głosie.
-Guten Morgen, Studenten, es tut mir leid, dass Sie so lange warten mussten.
-Guten Morgen, Professor.
-Co oni gadają?-szepnęłam sama do siebie.
Po chwili wychowawczyni podeszła do mojej ławki.Oparła się rękami o ławce.Popatrzyłam na nią przestraszona.
-Bitte, bitte...Hikari Shiori Luna Sutcliff, denke ich?
-Ja nie rozumiem niemieckiego,pani profesor.
-Du verstehst kein Deutsch, ja, ich kann Polnisch.
-Dalej nie rozumiem.
-Sie verstehen
-Może pani mówić po ludzku?Przepraszam,jeśli panią uraziłam.
-Nie,nie uraziłaś.Po prostu lubię mówić po niemiecku.Du musst es mir beibringen, Kind.
-To znaczy?
-Trzeba cię nauczyć,dziecko.
Odeszła od mojej ławki,trzymając ręce sztywno za plecami.Usiadła za biurkiem i poprawiła okulary,które nieco spadły z jej nosa.
-Wie viel Zeit ist vergangen, seit ich angefangen habe, Sie zu unterrichten? Ein paar Jahre mehr oder weniger...
-8 Jahre mehr oder weniger, Professor.
-Genug Gespräche auf Deutsch, Kinder.
-Ja, Professor.
-Mówię poważnie,kochani studenci.
-Rozumiemy,pani profesor.
-Cóż,może wreszcie o czymś porozmawiamy?Zaraz usnę z nudów.Dziwne,nareszcie nie gadacie po szwabsku.
-Czy mamy znowu mówić po niemiecku?
-Nie,nie musicie.To denerwuje.
-Pani profesor?
-Tak,Sutcliff?
-Kiedy zaczniemy się uczyć?
-Jutro rano o 8:00.Sama nie mogę się tego doczekać.Ciekawe kto w tym roku będzie najlepszym uczniem.Zgaduję że po raz kolejny to Shin Ketsueki będzie prymusem.
-Pani profesor,ja...
-Och,cicho.I tak muszę jutro wrócić do świata ludzi,nie zobaczycie mnie zbyt często.Gdyby ktoś pytał,sprawy osobiste.Możecie zwiedzić sobie szkołę.
-Dobrze,pani profesor.
-Jednak oczekuję od was w każdym momencie bezwzględnego posłuszeństwa.
-Tak jest,pani profesor!
-Błagam,nie krzyczcie tak.Mój słuch siądzie jeszcze bardziej.Już i tak siadł,przez moich ludzkich uczniów.W lewym uchu.Więc radzę nie krzyczeć,bo ogłuchnę zupełnie.Moją lewą rękę też spotkały nieprzyjemne wypadki.Jestem jedną wielką blizną,tak siebie określam.Więc radzę wam uważać,możecie mieć przez to co robicie kłopoty.
-Tak,pani profesor.
-No,nareszcie nieco ciszej.Tak jest dobrze.
-Proszę pani,podobno na ostatnim piętrze szkoły jest nawiedzona damska łazienka,czy to prawda?
-Właściwie nikt tego dokładnie nie wie.Podobno zabiła się tam swoją kosą pewna Shinigami,zwana od tamtej pory Fujin no Itami.Podobno,z powodu codziennego widoku śmierci nie wytrzymała i zabiła się po raz drugi.To legenda przekazywana z ust do ust przez kilka pokoleń.
-Opowie nam pani tą legendę?Prosimy!
-Dobrze.I tak nie mamy co robić.Dziewczyna ta nazywała się Ruri Shi.Nie miała łatwo,była bita przez swoich rówieśników.Podczas egzaminów poszło jej dobrze,jednak inni uczniowie,zazdroszcząc jej inteligencji zaczęli ją dręczyć jeszcze bardziej.W końcu zrobili jej szpecącą bliznę po lewej,dolnej stronie twarzy.Cierpiała,ale znosiła to jakoś.Gdy została Shinigami,musiała niestety obserwować śmierć bardzo często,pewnego dnia poszła do szkolnej toalety i...dźgnęła się w brzuch swoją kosą śmierci.Od tamtego czasu nawiedza szkolne toalety.Miałam plany by przynieść wam tabliczkę Ouija.I przyniosłam.Więc możecie spróbować ją wywołać.
-Dziękujemy,pani profesor!
-Nie ma za co,sama interesuję się okultyzmami.Ale gdy się używa tabliczki,nie wolno pod żadnym pozorem odrywać od niej rąk,bo wtedy upraszczamy bytom przedostanie się tu.A chyba tego nie chcecie?
-Nie,pani profesor.
-Dobrze,dziś po lekcjach możecie się pobawić w wywoływanie duchów.Ja nie będę mogła na to popatrzeć.Sprawy ziemskie.
-Pani profesor?
-Tak,Ketsueki?
-Ile lat trzeba mieć by zostać Shinigami?
-Status ten nie zależy od wieku ale od twoich wyników.Bycie Shinigami to skomplikowana praca.Ach,to może ja teraz pójdę gdzie mnie oczy poniosą.
-Dobrze,proszę pani.
-Wrócę tu jeszcze.Więc nie myślcie że was nie widzę.
-Wcale tak nie myślimy,pani profesor.
Nasza nauczycielka wyszła z klasy i poszła nie wiadomo dokąd.Byłam ciekawa jej osoby.Powiedziałam Hanako że za nią pójdę.Odradziła mi to mówiąc że nasza wychowawczyni potrafi być niebezpieczna.Zignorowałam ją i poszłam za panią profesor.Po chwili ją znalazłam.Siedziała w pokoju nauczycielskim,pijąc kawę.Wyglądała na zasmuconą.Nie chciałam by mnie zobaczyła,więc się schowałam.Jednak ona zdawała się mnie zobaczyć zanim się schowałam.Podeszła do skrzyni za którą się schowałam i powiedziała do mnie.
-Ludzie boją się śmierci,a mnie coś podpowiada że jest to najpiękniejszy moment życia.Sama jestem śmiercią.
-Pani profesor,ja...
-Nic się nie stało,Sutcliff,wyjdź do mnie.
Posłusznie do niej wyszłam,miała ręce sztywno za plecami.Jej obecna pozycja była strasznie zagadkowa.Nie zachowywała się tak jak nauczycielka,raczej jak zdenerwowana kobieta której przerwano drzemkę.Popatrzyła na mnie chwilę po czym weszła do pokoju nauczycielskiego z powrotem.Jednak zwróciła swoją głowę ku mnie,i skinęła mi głową przyjaźnie,po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić do mnie .
-Mimo że jesteś ciekawska,to widzę że możesz się przydać.Znasz się choć trochę na okultyzmach?
-Tak,mam kilka książek o tym temacie w domu i je czytam.
-To mnie zadowala.Miód na moje serce.Idź już do klasy.
-Dobrze,pani profesor.
-Ach,proszę nie tak oficjalnie.Nie lubię tego typu tytułów.Mimo że jestem arystokratką,to nie lubię tego tytułuKażdy arystokrata ma coś ze zwykłego człowieka.To może ja jeszcze dopiję tą kawę i zaraz wrócę.A ty powiedz Shin'owi Ketsueki'emu by miał waszych kolegów na oku.Pomóż mu,proszę.
-Tak,pani profesor.
Poszłam do klasy.Ona tam została.Hanako stała w drzwiach klasy i uśmiechała się do mnie lekko.Usiadłam w swojej ławce i uśmiechnęłam się sama do siebie.Tak,byłam teraz pewna pewna że w tej szkole będzie mi dobrze.Miałam jednak przeczucie o tajemniczości tego miejsca.Muszę to zbadać.

piątek, 26 stycznia 2018

Początek nauki

Undertaker obudził mnie o 7 rano.Byłam niezadowolona,ale taka jest cena bycia shinigami.Kazał mi się ubrać i zejść na śniadanie.Ubrałam się w mój zwykły strój.Potem zeszłam na dół,na stole stała miska z ciastkami i filiżanka herbaty.Zjadłam ciastka i wypiłam herbatę.Undertaker wie co lubię.
Wyszłam na dwór i poczekałam na Undertakera.Mieliśmy pójść na peron 6,potem sama miałam jechać pociągiem do tej szkoły.Gdy doszliśmy na peron,stał tam ciemnowłosy mężczyzna z brązowowłosą dziewczyną w moim wieku.Dziewczyna siedziała na ławce,miała na kolanach torbę.Undertaker podszedł do mężczyzny i wyjął,nie wiem skąd miskę z ciastkami i zaproponował ciastko temu mężczyźnie.Mężczyzna odmówił po czym przedstawił się jako Wiliam.T.Spears.Dziewczyna na ławce przedstawiła się jako Hanako T.Spears.Usiadłam na ławce obok Hanako i położyłam swoją torbę na moich kolanach.Dziewczyna miała na sobie białą bluzę z kapturem,czarne legginsy,czarne kozaki,białe rękawiczki do nadgarstka,pod kołmierzem bluzy była biała koszula z kołmierzem.Nosiła czarne okulary i typowe dla shinigami oczy.Byłam zaintrygowana jej wyglądem,uśmiechnęłam się do niej,ona to odwzajemniła.Po kilku minutach przyjechał pociąg a ja,Hanako i jej ojciec weszliśmy do środka.Usiadłam na fotelu w pociągu i na nim swoją torbę.Hanako usiadła naprzeciwko mnie i zrobiła to samo ze swoją.Ojciec Hanako usiadł o jedno miejsce dalej od nas dwóch i zaczął czytać książkę,którą wyciągnął ze swojej torby.Hanako westchnęła po czym zaczęłyśmy rozmowę.Hanako zaczęła pierwsza.
-Jak masz na imię?-spytała mnie nieśmiało.
-Hikari Shiori Luna Sutcliff.
-Jakie lubisz kolory?
-Czarny,biały i czerwony?A ty?
-Brązowy i biały.
Potem to ja kontynuowałam rozmowę.
-Jakie jest twoje ulubione jedzenie?Lub picie?
-Moje ulubione jedzenie to...pierniki.Moje ulubione picie to herbata i kawa.A twoje?
-Moje ulubione jedzenie to pierniki i różne angielskie potrawy.Moje ulubione picie to herbata i sok.
-Co lubisz robić najbardziej?
-Uczyć się nowych rzeczy,grać na gitarze i rozwiązywać zagadki.A ty?
-Czytać,uczyć się od taty nowych rzeczy,grać na instrumentach i ćwiczyć fizycznie.
-Czyżbyś była półsierotą?
-Tak,moja matka zmarła w dniu w którym się urodziłam.
Tak mi przykro...
-To nie twoja wina,Hanako.Tylko moja...
W tym momencie podszedł do na nas ojciec Hanako.Pogłaskał mnie po włosach i lekko się do mnie uśmiechnął.
-Panno Sutcliff,to nie jest twoja wina że Emily Sutcliff nie żyje.Była wyczerpana i zmarła właśnie z tego powodu.Jest teraz szczęśliwa w niebie.
-Wiem,ale mimo wszystko chciałabym ją poznać.To co o niej wiem,powiedział mi ojciec.
-Z pewnością patrzy na ciebie z nieba.
-Mam nadzieję.
-Za kilka godzin dojedziemy do szkoły.Może się zdrzemniecie?
-Jest jeszcze wcześnie,tato.Zawsze kładziesz mnie spać jak nie mam na to ochoty.
-Wybacz,córeczko.
-Tato,kto będzie nas uczył?
-Różni shinigami.Ale z niektórymi nie radzę wam zadzierać.
-A z kim pan nie radzi nam zadzierać?
-Na przykład z Elizabeth Catherine Phillips.To uparta kobieta,nieoszczędzona przez los.Radziłbym być ostrożnym w kontaktach z nią.
-Dlaczego?
W tym momencie podszedł do nas chłopak w naszym wieku.Miał białą opaskę na lewym oku i wyglądało na to że nie ma dobrego humoru.
Miał na sobie białą koszulę z kołmierzem i czarny krawat.Miał nietypowe dla shinigami oczy,brązowe.Byłyśmy zdziwione.Trzymał w rękach brązową książkę.Wyglądało na to że słuchał tego,o co zapytałam przed chwilą.Po chwili,udzielił odpowiedzi na moje pytanie.
-To dlatego że miała nieprzyjemności w życiu.Ale mimo wszystko to świetna shinigami.Wiem bo ją trochę znam.Osobiście mnie uczy.
-Znasz legendarną Shinigami?
-Tak,ale one nie lubi gdy tak się o niej mówi.Jest miła gdy pozna kogoś lepiej.
-A jeśli nie zna kogoś,to jaka jest?
-Nieufna.I trochę zrzędliwa.Ale sprawiedliwie ocenia zachowanie osoby z którą przebywa.
-Więc nie jest zła,prawda?
-Nie,jest trochę zrzędliwa.Dobra,za godzinę dojedziemy do szkoły.Może przez ten czas ruszycie się i trochę się ogarniecie?Bo twoja fryzura,panno T.Spears pozostawia wiele do życzenia.
-Cicho bądź,przy okazji jak masz na imię?
-Jestem Shin.Shin Ketsueki.A ty?
-Hanako.Hanako T.Spears.
-Jestem asystentem twojego ojca,Hanako.
-To prawda,tato?
-Tak,Shin to mój asystent.Dobry z niego chłopak.
-Och,proszę nie przesadzać panie T.Spears.
-To tylko pochwała.Dobrze,możesz wprowadzić dziewczynki w nasz świat?
-Z chęcią.Panienki,raczcie podążać za mną gdy dojedziemy do szkoły.
-Zrozumiano szefie.
-Macie ochotę na herbatę i ciastka?
-Z wielką przyjemnością,Shin.
Poszłyśmy za nim do wagonu obiadowego.Zamówił dla nas ciastka i herbatę.Miał dobry gust.Polubiłam go.Był miły.Hanako podczas jazdy pociągiem przysnęła.Nic dziwnego że była zmęczona skoro obudziła się o 6 rano.Będę musiała mieć ją na oku.