niedziela, 18 marca 2018

Pierwsza lekcja.


Po chwili zobaczyłam że Zakuro denerwuję się na swoją siostrę.
Shin patrzył na nich jakby nie widział co zrobić.Chciałam pomóc Eri,ale nie widziałam jak.Postanowiłam pobiec do naszej wychowawczyni.Jednak ona jakby to przeczuwała i sama się pojawiła.Prosto między Eri i Zakuro.Uderzyła go z całej siły kijem,który trzymała w ręce.Chłopak poleciał na ławkę.
-Lass sie in Ruhe, Kind!-Widać było że jest wściekła.Eri tymczasem uciekła z klasy.Phillips tymczasem oparła prawą rękę na ławce i zaczęła spokojnie oddychać.Jej oddech brzmiał tak jakby miała się zaraz udusić.Nie wiedziałam co mam zrobić.Po chwili jednak zaczęła normalnie oddychać,schyliła się i chwyciła Zakuro za kołmierz i wyciągnęła go z klasy.Wszyscy się śmiali,oprócz Mei i Toshiko.Najwyraźniej nie lubiły gdy śmiano się z ich brata.Byłam ciekawa co Phillips zrobi z Zakuro.Współczuję jej że musi użerać się z takim idiotą jak on.Usiadłam w mojej ławce i zaczęłam się zastanawiać co by tu zrobić z nudów.Dopóki lekcja się nie skończyła nie mogliśmy wyjść z klasy.Po chwili Phillips wróciła,trzymając w ręku bat.Z pewnością pobiła Zakuro.Usiadła za biurkiem,starając się uspokoić.Patrzyłam na nią przez chwilę,ona jednak nie zwracała na mnie uwagi.Jednak wyglądała tak,jakby nasza klasa była ostatnim miejsce w którym chciała przebywać.Jednak po chwili zaczęła znikać.Shin nie był tym zdziwiony.Widocznie widział ją często gdy znikała.Postanowiłam przeteleportować się tak jak ona.I zrobiłam to.Jednak gdy to zrobiłam uderzyłam o coś głową i zemdlałam.
&
Obudziłam się w jakimś dziwnym domu.Był jednak uroczy.Zobaczyłam że niedaleko stoi mała dziewczynka,fioletowo włosa.
Wyglądała jak osoba która jest wiecznie smutna.Zobaczyłam że podchodzi do niej pewna osoba,mężczyzna którym był...William.T.Spears!Skąd on się tu wziął?Podszedł do tej dziewczynki,czyżby miał jej zabrać duszę?Ona jednak nie okazywała strachu.Patrzyła na Williama z podziwem.On wziął ją na barana i zniknął.Prze teleportowałam się tam gdzie prawdopodobnie był.Dziewczynka siedziała sobie na krześle,jakby mnie nie widziała.Po chwili zorientował się że patrzy na mnie kobieta,nieco podobna to Phillips'a,jednak kilka szczegółów w ich wyglądzie się różniło.Ta kobieta miała na moje oko niebieskie oczy,bliznę szpecącą część twarzy,czerwony płaszcz,ciemne usta,czarne rękawiczki łokcia,czarne usta,szare legginsy i czarne,długie do kolan kozaki.W ręku trzymała długą,czarną laskę z białą różą jako ozdobą.Może nie była zła,ale ewidentnie pilnowała tej małej.
Chciałam uciec jednak ona chwyciła mnie za 
kołmierz koszuli.Patrzyła na mnie ze złością.
-Was willst du von meiner Lady?-Tylko nie kolejna Niemka,boże!
-Nie rozumiem,kobieto!
-Och,a już myślałam że jesteś Niemką,przepraszam.
-Nic się nie stało,ale kim jesteś?
-Ja?Jestem Charlotte Ko,mimo to każdy nazywa mnie Ko..
-Miło mi,jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff.
-Mogę mówić panience Luna?
-Tak,możesz.A tak w ogóle,co ta mała tu robi?
-To księżniczka Raven Roth.Pilnuję jej,najlepiej jak umiem.
-I ona się na to zgadza,dobrowolnie?
-Tak.
-Dziwne.Ale powiedz mi,co ta mała tu robi?
-Miała być szkolona na kostuchę ale...
-Twój zleceniodawca nie wie jak to zrobić?
-Tak,panienko.Pan T.Spears nie wie jak to zrobić.
-Sam jest Ponurym Żniwiarzem,więc powinien wiedzieć!
-Nie jego wina...Luno.
-Och,Charlotte...tyle się jeszcze musisz nauczyć.
-Co panienka chce przez to powiedzieć,bo nie rozumiem.
-To,że jesteś zbyt ciekawska,ale na moje oko masz dobre serce.
-Uznam to za komplement,panienko.
-A tak w ogóle,mogę sama ją nauczyć być kostuchą.Oszczędzę tym kłopotów William'owi.Wygląda na nie więcej niż dziesięć-jedenaście lat.
-Ja sama nie wiem o panience Raven wszystkiego.Po tym jak jej rodzice zaginęli,jej ciotka przejęła nad nią opiekę.Ja ją chronię,sytuacja w której to robię nie ma znaczenia.
-Ryzykujesz życiem...
-Zanim umrę,chcę walczyć o jej życie.Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam,gdzie zechcę.Gdy jej bronię,potrafię być brutalna.
-To widać po twoich bliznach.
-Po tym?To tylko zadrapania.
-Oj,nie kłam.Przecież widzę na twojej twarzy blizny.
-Argh,to z wojny.Poczekaj,zawołam moją panią.Księżniczko!
Dziewczynka podeszła do niej posłusznie.Charlotte pogłaskała ją po głowie.
-Spójrz,oto panienka Luna.Twoja kyoshi.
-Guten Morgen, gnädige Frau.
-Czy możesz mówić po ludzku?
-Tak,Luna-sensei.
-Raven,jestem taką samą dziewczyną jak ty...Chodź,idziemy.
Wzięłam tą małą za rękę i wyszłyśmy.Wiedziałam że jestem teraz za nią odpowiedzialna.Wyglądała uroczo.
Nie sprzeciwiła się temu że wyszłyśmy,nie musiała.Zaprowadziłam ją na dwór,kazałam jej chwycić się mnie mocniej.Zrobiła to.Po chwili byłyśmy w klasie.Powiedziałam jej żeby na mnie zaczekała.Sama poszłam do klasy i powiedziałam kolegom że mamy nową koleżankę.Kazali mi ją przyprowadzić,więc po nią poszłam.Wydawało mi się że albo zmieniła wygląd,albo mutowała.
Uśmiechnęła się do mnie i dygnęła.
-Luna-sensei,wybacz mi tą zmianę.Ale chciałam wyglądać lepiej.
-I tak wyglądasz ładnie,Raven.
-Dziękuję,Luna-sensei.Czy...ja będę się tu uczyć?
-Tak.Witaj w szkole Shinigami,Raven.Chodź,przedstawię ci kolegów.
Poszłam z nią do klasy.Ludzie nie zdziwili się na widok Raven.Raven patrzyła na nich spokojnie.Shin wstał i zaczął do mnie mówić.
-Luna,co tu robi ta mała?
-To moja uczennica.Raven Roth.
-Więc ją uczysz jak być kostuchą?Nietypowe.
-Czy jej obecność tu,przeszkadza ci,Shin?
-Nie...
-To się nie wtrącaj.To ja ją uczę!
-Luna-sensei...
-O co chodzi,Raven?
-Ja...nieważne.
-Och,jesteś niepoprawna.
-Wiem...
-No cóż,mogę ci to wybaczyć.
-Dziękuję...Luna-sensei.
-Cicho już.Siadaj do ławki.
-Tak jest...Luna-senseii.
Ta mała wydaje się miła.Mimo to jest zbyt uległa.Ale posłuszna.Mam nadzieję że Phillips nie będzie miała o to pretensji.Jednak dałam radę zauważyć że Shin jest pełen antypatii do Raven.
-Kluczem do bycia Shinigami jest zdanie egzaminu.Jeśli go nie zdasz,twoja nauka pójdzie na marne.Zresztą trzeba dbać o okulary.Ja mam czerwone.Popatrz sobie.
Zdjęłam moje okulary i podałam je jej.

-Luna-sensei,są bardzo ładne.
-Dziękuję.Ty także będziesz mogła sobie wybrać gdy zdasz.
-Naprawdę?Chciałabym ciemnofioletowe.
-Dobrze.Dostaniesz.
-Dziękuję,Luna-sensei!
-Nie ma za co,Raven.I proszę,mów mi Luna.Po prostu Luna.
-Dobrze...Luno.
-Mądra dziewczynka...
Usiadłam w mojej ławce ze smutkiem.Po chwili zobaczyłam naszą wychowawczynię siedzącą za swoim biurkiem.
Ewidentnie nie była zwykłą kobietą.Ani Shinigami czystej krwi.Miała czarne oczy,a nie zielone jak typowa Shinigami.Ale mogłam śmiało powiedzieć o niej to że jest trochę zbyt sztywna.Jej twarz była...pusta.Nie wyglądała na osobę która w ogóle czuje cokolwiek.Było mi jej żal.Jednak wyglądała tak jakby mogła zabić bez skrupułów.
-Co jest,Sutcliff?Czemu tak na mnie patrzysz?
-Ja...po prostu.Nic,nic,pani profesor.
-Boże Święty,typowa kobieta.Przestań się bać, przecież Cię nie zjem. Okaleczę, wymorduję, zmęczę, przemęczę, każę ciężko pracować, będę torturować i będziesz cierpiała przeze mnie najgorsze katusze... Ale Cię nie zjem... 
-Dobrze.
-Lepiej zajmij się nową.Bo się zdenerwuję.
-Dobrze,pani profesor.
-Z tego co wiem będziecie mieć wkrótce trzy nowe koleżanki.Ty wiesz o tym jako jedna z niewielu.A teraz zagłąb się w czytanie książek,bo mnie denerwujesz.
-Tak jest,pani profesor.
Zagłębiłam się posłusznie w książki.Rozumiałam trochę rzeczy z teorii,tata trochę mnie nauczył.Książki były ciekawe.Jednak jedna strona była we krwi...cała.Zajrzałam znowu na okładkę i był tam podpis.
Ruri Shi,Fujin no Itami.
Pomyślałam sobie że to książka która należała do ducha ze szkolnej toalety za jej życia.Postanowiłam na przerwie iść do toalety i ją jakoś wywołać.Czytałam jednak dalej.Po chwili zauważyłam coś w rodzaju pamiętnika.Ewidentnie do należał do Ruri Shi.Przeczytałam go nie zważając na dobre wychowanie.
14 kwietnia 1898.
Czemu ludzie z klasy mnie tak nienawidzą?Nie zrobiłam im nic złego.I po co popełniłam samobójstwo?Muszę coś z tym zrobić...Cieszę się jednak że chociaż nauczyciele mnie szanują.Ta cała Phillips jest całkiem miła.Ona jako jedna z nielicznych potrafi zaakceptować to że jestem,jaka jestem.Wczoraj ci idioci znów mnie pobili.Krew leciała mi z nosa.Jedynie Sadako Seishin,oprócz Phillips'a jest naprawdę miła.Muszę już iść na lekcję,bo Sadako mnie woła.
17 kwietnia 1898
Och,znowu to samo.Cóż Sadako.Czas się pożegnać ze mną.Nie zobaczysz mnie już.To takie smutne.Ten idiiota Yoshiki znowu nie zakuł do egzaminów,teraz się dziwi że ma tyle jedynek.On mnie bawi.Chyba jednak muszę się uczyć do egzaminów,bo nie zdam.Dziś na lekcji Hakai i Yoshiki się całowali.Do czego oni są jeszcze zdolni?Idę na lekcję bo się spóźnię.
22 kwietnia 1898
Zdałam.Dostałam kosę śmierci.Czas pożegnać się ze światem.Żegnaj,Phillips.Żegnaj Sadako.Żegnajcie rodzice.Zrobię to dziś wieczorem...
&
Dalej nie było już nic,tylko krew.Było mi jej żal.Musiałam powiedzieć naszej nauczycielce,ale nie wiedziałam jak.Siedziałam w ławce,zastanawiając się co zrobić.Ale i tak nie miałam zamiaru mówić nikomu oprócz Phillips'a.Siedziałam tak dalej aż w końcu rozbrzmiał dzwonekWyszłam z klasy.Byłam teraz na korytarzu,postanowiłam usiąść na ławce.W pewnym momencie zobaczyłam tą dziewczynę.Tą która ma bandaż po prawej stronie twarzy.Nie była Shinigami.Nie ufałam jej.Podeszła do mnie i chwili zobaczyłam że ciągnie Raven za rękę.Sprawiało jej to ból.
-Luna-sensei!
-Raven!
Ta dziewczyna uderzyła Raven.Raven płakała,a ja ze smutkiem obserwowałam tę scenę.Mimo że tego nie chciałam.Chciałam do niej krzyknąć by się nie bała.Jednak gdy już otwierałam usta,poczułam uderzenie w głowę.Urwał mi się film.
&
Ok,skończone.Teraz zrobię kolejny rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz