poniedziałek, 14 maja 2018

Spotkanie

Poczekałam aż Raven przestanie rozmawiać z Cielem i podeszłam do niej.
-Raven,masz chwilę dla mnie?
-Tak,pani.W czym mogę pomóc.
-Chciałabym wiedzieć jak nazywa się twoja ciocia,Raven.Mam pewną sprawę do niej.
-Moja ciocia?Nazywa się Amelia Smollett.
-Raven,chodź za mną.
-Tak,pani.
Poszła za mną posłusznie.Nie zamierzałam zabrać duszy jej ciotki,chciałam tylko zobaczyć się z nią.Wzięłam Cinematic Record jej ciotki i wbiłam w nie Kosę,którą dostałam w ramach nauczania Raven.Chwyciłam Raven za rękę i po chwili już byłyśmy w tym miejscu.Byłyśmy przed całkiem sporą rezydencją.Widać że Raven znała to miejsce.Niedaleko,na kocu siedziała młoda kobieta o kocich rysach twarzy,mężczyzna o psich uszach i czwórka małych dzieciaków,jeden chłopak o psich uszach i trzy dziewczyny o kocich uszach.Wyglądało to tak słodko,cóż nic nie trwa wiecznie.Ta mała cicho podeszła do swojej ciotki,lekko szarpiąc ją za rękaw jej bluzki.
-Ciociu!
Kobieta odwróciła się,patrząc na nią ze zdziwieniem.Po chwili jednak się odezwała.
-Raven,ty tutaj?Przecież miałaś być z Ko.
-Ale ciociu...Ko pozwoliła pewnej osobie zająć się mną.
-Komu?
-Mojej nowej nauczycielce,pokaż się,proszę pani!
Pokazałam się,jak oto prosiła.Jej ciotka patrzyła na mnie spokojnie.Po chwili te małe popatrzyły na mnie niepewnie.
-Kim...jesteś?-spytały mnie.
Widziałam że się mnie wystraszyły.Cóż,nie co dzień widzi się Żniwiarza.Zwłaszcza takiego co ma czerwone oczy.W końcu postanowiłam się ujawnić.
-Jestem Luna Sutcliff.Uczę pani siostrzenicę.
-Ach,teraz mogę być spokojna.Niech zgadnę,Ko pozwoliła ci ją uczyć bo nabrała do ciebie zaufania,czy tak?
-Sama nie wiem,proszę pani.Nie mówiła mi dlaczego.Strasznie nietypowa z niej osoba.
-Czyżbyś drwiła z niej w tym momencie?
-Nie,mówię tylko prawdę.Nie możesz mi nic zrobić,jestem nietykalna.Jeśli spróbujesz mnie tknąć,pożałujesz tego.
-Dobrze,przecież nawet się do ciebie nie zbliżam.
-I oto chodzi.A teraz,mam do pani pewną sprawę,jedna wolę na osobności.
-Dobrze.
I poszłyśmy z dala od jej dzieci i męża,po przejrzeniu jej Cinematic Records mogę dowiedzieć się wszystkiego o niej.Ale nigdzie,co jest dziwne nie ma Cinematic Record Raven.Czyżby ta mała,słodka dziewczyna była już martwa?Nie,przecież ojciec nie służyłby martwej osobie.Raven naprawdę jest tajemnicza.Kobieta szła dość szybko za mną.Nietypowe,miała 30 lat a szła tak szybko jak nastolatka.Ludzie zaskakują.Po paru minutach takiego chodu zatrzymałam się,ona też.
-O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-O przeszłości Raven.Mam swoje sposoby na to by zdobyć od ciebie informacje.
-Cóż,jest wychowywana przeze mnie a nie przez rodziców,bo nie wolno jej okazywać emocji,przez jej moc i...
-I w związku z tym zabraniasz jej emocji,tak?!
-Ja...
-Cisza.Jeśli zabronisz jej okazywać emocji,to niestety bez polecenia moich zleceniodawców zbiorę twoją duszę.To będzie twoja kara.Teraz,z łaski swojej przedstaw mi swoje dzieciaki i pamiętaj,twoja dusza jest pod znakiem zapytania.
-Zapamiętam.Niedługo będziesz mieć jeszcze więcej dusz do zbierania.Zbliża się wojna.
-Ech,żyjecie tylko wojną.Czyżbyście myśleli jedynie o zabijaniu?
-Nie,ale takie nasze powołanie.Zabijamy tych którzy krzywdzą naszych bliskich.
-Cóż,też bym tak zrobiła,gdyby ktoś chciał skrzywdzić Raven.Wiem,chcesz dla niej jak najlepiej,lecz zabraniając jej emocji tylko ją krzywdzisz.
-Ile ty masz lat,Sutcliff?
-14,choć fizycznie wyglądam na 17.
-Taka młoda a gada jak dorosła.
-Uznam to za komplement,proszę pani.
-Bo to był komplement.
-Ech,proszę dać spokój i pokazać mi te swoje dzieciaki.Wyglądają uroczo.Ale bycie takim kończy się z wiekiem.Doświadczyłam tego osobiście,stałam się kostuchą z krwi i kości.To pewnie przez to że wychowuje mnie jedynie ojciec.I stałam się szczera do bólu.Ale nie wspominajmy już o tym.
Poszłam w stronę Raven,rozmawiała z dziewczyną o blond włosach.Z rozmowy usłyszałam że ma na imię Alice.Alice,śliczne imię.Raven zawołała mnie do nich.Podeszłam spokojnie.
-Hej,jestem Luna.
-Hej,jestem Alice.
-Miło mi.
-Mnie też.Czy ty...naprawdę znasz ciocię Ko?
-Charlotte to wasza ciocia?Ale tak,znam ją trochę.
Wyglądało na to że Raven postanowiła mi to wyjaśnić bo delikatnie pociągnęła mnie za rękaw mojego płaszcza.
-Tak Raven?
-Charlotte Calhoun to nie jest ich ciocia,ale jest przyjaciółką ich mamy.To z tego powodu tak na nią mówią.
-Ach,rozumiem.Fajnie macie,duża rodzina.A ja mam tylko ojca.
-Nieoficjalnie jesteś częścią rodziny,Luna-chan.
-Daj spokój,Raven.Jestem kostuchą,istotą równą bogu.W końcu nazwa mojego gatunku Shinigami,oznacza bóg śmierci.A więc...w ogólnej hierarchii jestem wyżej od ciebie,księżniczko.Ale kiedyś mnie przewyższysz.Mam nadzieję że Zarząd nie wyśle setek żniwiarzy do zbierania waszych duszyczek.Niestety,nadzieja matką głupich.To kiedy robicie tą waszą wojenkę?
-Teraz się przygotowujemy.Ciekawi mnie to,czy Eleanor ma jeszcze siłę na to by leczyć rannych na froncie.Ale z grzeczności do tej pory o to nie spytałam,gdybym to zrobiła Charlotte by mnie nieźle obiła,znając ją.
-Czyli że masz morderczą podwładną?Ojoj,niedobrze,niedobrze.
-Jedną z niewielu osób które umieją nad nią zapanować jest Raven.Taką możliwość ma też Eleanor.
-Mamo,słyszałam że jedna z jej córek jest ślepa.
-Evelyn!
Ach,więc ta mała nigdy nie widziała dzieci tej całej Eleanor,a już je obraża.
-Evelyn,Mary jest ślepa,ale podobno tylko na jedno oko.Zawsze jej lewe oko jest zasłonięte włosami.Zasłania je od 3 lat.A skoro ma 8 to...
-Jest tajemnicza jak diabli...
-Lily,do cholery jasnej!
-Ale mamo!Przecież Mary jest niewidoma od urodzenia!
-To nie znaczy że twoja siostra ma ją obrażać.Rozumiesz?
-Tak,rozumiem mamo.Czy mam mieć oko na moją nieznośną siostrę?
-Tak,to rozkaz!
-Tak jest,admirale!
Czyli jej matka jest w wojsku,ciekawe.Ale ich brat nic nie mówi.Ciekawe czemu.Ach,może wreszcie się odezwie.
-Mamo,przestań.Mary jest super dziewczyną,mimo że nie widzi.
-Oj,braciszku nasze siostrzyczki zawsze muszę rozwalić najlepszy moment.
-A ty bądź cicho,Alice.
Wtedy ich ojciec chyba nie wytrzymał i zabrał głos.
-Przestańmy mówić o córce doktor Gray.Pamiętacie co mówiła nam Ko?
-Tak,przestańmy.Mam nadzieję że nikt nie zrobi tego,co zamierza im zrobić.Nie chcę by się to powtórzyło.Eleanor mówiła mi że ma po tym traumę,biedactwo.
-Czekaj...jak mogła ci powiedzieć przecież ona jest...
-Język migowy,Boże!
-Tak,zapomniałem przepraszam.
Czyli że Gray jest niemową Już wszystko jasne.To pewnie ślepota nabyta.Biedactwa,szkoda że nie mogę im pomóc.Cóż,takie jest życie.
-Echem,echem,przypominam że gadała pani o wojence a teraz robi robi się typowa kłótnia rodzinna.
-Ach,przepraszam że musisz na to patrzeć.
-Nie ma sprawy,jestem przyzwyczajona.To z powodu mojej pracy.Żniwiarze obserwują ludzkie życie,by ocenić ich los.Z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja,nie ma wyboru.Raven,chodź ze mną.
Ta mała poszła posłusznie.Jednak poczułam że ktoś łapie mnie za rękaw,to nie była ona..To była ta mała Lily.Byłam ciekawa czego chce.
-Ech,czego od nas chcesz?
-Ja...chciałabym iść z wami.
-Jesteś za młoda.I jesteś śmiertelniczką.
-Proszę!Będę posłuszna,obiecuję.
-Jeśli twoja matka ci pozwoli,to dobrze.
-Mamo?
-Dobrze,tylko słuchaj się Luny.
I kolejne dziecko do pilnowania,świetnie.Ok,idziemy stąd i idziemy do Kośki,no co?Ma nowe pseudo.Ciekawe jak wygląda ta cała Eleanor.Zgaduję że ma szare włosy,zielone oczy,żółtawą skórę i czerwone usta.Pewnie tez lubi turkusowy,zazwyczaj chodzi w białym płaszczu i ciągle jest przy Ko.Jeśli ją spotkam i się okażę że miałam rację to okaże się że jestem illuminati.Ale jestem ciekawa jej wyglądu i charakteru.Oddaliłam się z Lily i Raven dość daleko od rodziców Lily i poszukałam Cinematic Record Ko w mojej księdze,znalazłam je.Wbiłam kosę w wizerunek Ko księdze i po chwili się tam teleportowałyśmy.Byłyśmy przed dość sporą rezydencją.Czy w ludzkim świecie każdy ma rezydencję?Na specyficznym rodzaju huśtawki siedziały dwie kobiety i trzy dziewczynki.Jaki słodki widok.Czemu ja się nad tym tak rozczulam?Ravem podeszła do nich i schyliła swoją głowę w taki sposób że widziałam jej plecy.Pokłoniła się przed tą piątką,jedną z nich była Ko.Podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do Raven.Pogłaskała ją po włosach i lekko uniosła jej głowę w taki sposób by popatrzeć na nią przez chwilę,następnie,,podnosząc'' ją do jej pełnej wysokości.Po chwili podeszła do nich dziewczyna z białymi oczami,mająca w ręce białą laskę,więc to ona jest ta ślepa.Miała grzywkę na lewym oku i dość krótkie włosy,szare.Na jej ustach nie było widać uśmiechu.Była ubrana w ciemno turkusową bluzkę,czarny szalik i czarne spodnie.Cóż,nietypowy ubiór dla dziecka w jej wieku.
-Dzień dobry,jestem Mary Gray.
Ciekawiło mnie czy ona słyszy jak idziemy czy ma świetny węch.Postanowiłam jej odpowiedzieć,z uprzejmości.
-Dzień dobry,Mary.Jestem Hikari Shiori Luna Sutcliff,ale możesz mówić mi Luna.
-Dobrze.
Odeszła do swojej matki,przedtem unosząc głowę nieco w górę i mogłam usłyszeć pociąganie nosem,mam potwierdzenie że ma dobry węch.Podeszła do tej,,huśtawki''i usiadła obok swojej matki.Ko zaczęła iść w ich kierunku..Widocznie to ona pilnowała tej czwórki.Jednak zanim zdążyła się do nich zbliżyć chwyciłam ją za rękę,uniemożliwiając dalszy chód.Wyglądała na lekko zaskoczoną,ale nie robiła mi nic po tym jak ją chwyciłam.Jedynie się odezwała.
-W czym mogę pomóc,panienko?
-Wiesz co was wkrótce czeka?Wojna,kolejna.
-Tak,żyjemy w spokoju tak długo, jak możemy.Moja pani już wie o tym co nadchodzi,znowu będzie musiała zarywać noce.
-Biedna kobieta.Czyli że ona wtedy cały czas jest na nogach?
-Tak,taka praca.Współczuję jej że musi ciągle pracować.
-Widać to po twoim Cinematic Records,po jej też.
-Co to Cinematic Records, jeśli mogę spytać?
-Nagrania filmowe duszy,widziałam je.Mogę przeglądać niemal każde Cinematic Records jakie chcę.A na wojnie będę mieć z tym kupę roboty,ech chyba ściągnę do pomocy kilku Żniwiarzy.To zależy od ilości dusz.które zbieram,więc to jak bycie aniołem śmierci.Chwila,przecież każdy z moich kolegów tak o mnie mówi.
-Można powiedzieć tak samo o mnie,zabijam każdego kto chce skrzywdzić moich bliskich.I wrogów też.
-Można powiedzieć że jesteś wyjątkowo morderczą kobietą,zwłaszcza gdy masz pod opieką Eleanor.
-Skąd o tym wiesz?!Ach,Cinematic Records,całkiem zapomniałam.Ech,muszę pilnować mojej córki,Victorii.Jest wyjątkowo psotna,ale przynajmniej ma ojca i matkę,mnie i mojego męża.A nie jak w przypadku mnie i mojej siostry,biologiczny ojciec nas bił a biologiczna matka wydawała się o nas całkiem zapomnieć.Miałyśmy rodziców zastępczych,u nich nie było aż tak źle.Ale potem...
-Zginęli?Przykro mi.Sama straciłam matkę w dniu w którym się urodziłam.
-Przykro mi,panienko.Pewnie była wspaniałą kobietą.
-Nigdy jej nie poznałam,ale mój ojciec mówił że była niesamowitą kobietą.I jego rywalką w nauce.
-Heh,moja własna siostra także rywalizowała ze mną w nauce,ale była kochaną siostrzyczką.
-Więc,kiedy zaczyna się ta cholerna wojna?
-Proc's kazali nam się przygotować w ciągu tego miesiąca,a za dwa dni kończy nam się czas.Nasze dzieci się boją.
-Nie martw się,nie pozwolę by stała się im krzywda.Mogę ingerować w ludzkie życie,choć nie powinnam.
-Dlaczego,panienko?
-Ponieważ prawo Żniwiarzy tego zabrania.
-Tak samo jak naszym żołnierzom nie wolno nas uderzyć,za to zostaną zabici.
-Osobiście zajmę się ich duszyczkami.
-Ech,humor typowy dla Żniwiarza,skąd ja to znam?
-Bo miałaś pod swoją opieką Kostuchę.
-No tak,zapomniałam.
-Masz sklerozę,Charlotte.
-Nie mam.Gdybym miała zapomniałabym całkiem o mojej pani.
-Tak,prawda.Pilnuj jej dopóki żyjesz.
-Poświęciłam jej moje życie,osoba która wydała mi rozkaz ochrony Eleanor zginęła i nie odwołała go.Więc robię to dalej.
-Dobrze robisz.Obecne czasy są skomplikowane.
-Przyznam rację,panienko.Czy słyszała panienka o tym że w stoczni kręci się córka Proc's,znana jako Cisza.
-Czyli że nie mówi nic o sobie,tak?
-Nie wiem,nigdy jej nie spotkałam.
-Ciekawe.Gdzie przebywa obecnie?
-W Naval Shipyard,w Montressor,mąż mojej pani ją zna.
-Dziękuję,skorzystam z tego.Może się przydać.
-Każda walka zawsze boli.
-Tak,prawda.Żniwiarze od lat toczą wojnę z demonami.
-I giną?Tak jak my...
-Tak,niestety.Taka natura ludzi że zabijają.
-Gdybym musiała,oddałabym życie za Eleanor.
-Więc to twoja przyjaciółka?
 -Tak,panienko.Myślałam że skoro ma panienka dostęp do Cinematic Records powinna panienka wiedzieć...
-Być może tak,ale to moja sprawa.Niektórych rzeczy nie mogę ci powiedzieć,rozumiesz?
-Tak.
-Ech,znając życie będę musiała nieco pomóc Eleanor,ojciec mówił że mamy żniwiarza medyka w naszych szeregach,może się wam przydać.Dobra,on pracuje w dziale kryminalnym,ale gdyby nie umiał nic z medycyny to najzwyczajniej w świecie poszedł by zbierać duszyczki.
-Ach,czyli Żniwiarze mają działy?
-Tak,mamy działy Charlotte.Zrozumiesz to podczas wojny.Wiem o tym że masz władzę nad Marines,jestem jakby to powiedzieć stalkerką.
-Mam się bać tego co o mnie wiesz?
-Nie,nie wykorzystam tego przeciwko tobie.Nie martw się.
-Chciałabym by wojen na świecie nie było,ale świat bez konfliktów jest jak żołnierz bez karabinu.
-Jakbym słyszała Undertaker'a,ale jego wersja jest inna.
-Jaka,panienko?
-Miska bez ciastek jest jak Żniwiarz bez Kosy.
-Masz rację,panienko.Tak właśnie jest,przynajmniej podobnie.
-Słyszałam że zamierzasz wywołać ducha martwej kostuchy,panienko.
-Skąd do cholery o tym wiesz?!
-Mam dobry kontakt z panią Phillips a ona jest kostuchą,czyż nie?Ona mi o tym powiedziała,umie czytać w myślach.
Cholera,koszmary się spełniają.Teraz będzie mogła wiedzieć co o kim myślę.Ale mam nadzieję że nie wpadnie na to że jej syn jest według mnie słodki.Ale cóż poradzić?Ech,czuję że nic dobrego się tu teraz nie wydarzy.Wojna i śmierć tylu ludzi w jednym miejscu.Żal mi Charlotte i Eleanor.Nie chcę by któraś z nich musiała zginąć.Najwyżej pomieszam nieco w czasie,ale trudno.Czasem zastanawiam się czemu urodziłam się kostuchą.Czy nie mogłam urodzić się zwykłą kobietą?Nie,nie myślcie nie że nie jestem dumna z mojego pochodzenia,bo jestem.Ale jestem ciekawa jakby wyglądało moje życie jako zwykłej kobiety.Jednak tego że jestem Shinigami nie można zmienić.Taka się urodziłam i taka zostanę do śmierci.Tak,Shinigami da się,zabić ich kosą.Wiem to od ojca.Gdy byłam mała uczył mnie tego co powinnam wiedzieć o byciu Shinigami.Teraz muszę przekazać tę wiedzę Raven,oby mi się udało.Spróbuję zobaczyć co da się zrobić podczas wojny.Nie mogę zatrzymać czasu na zbyt długo,ale dzięki Zakładce Czasu(tak ją nazywam)mogę zatrzymać go na jakiś czas.Ale niestety to będzie minusem dla obu stron walczących.Mam nadzieję że obejdzie się to bez efektów ubocznych.Jeśli Raven ma zamiar pomóc im walczyć to musi być ostrożna.Oby nic się jej nie stało.Widzę że na wywoływanie ducha Ruri muszę jeszcze poczekać.
&

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz