Zawsze nadchodzi w życiu człowieka taki moment kiedy jest przepełniony stresem i wstydzi się pokazać ten stres.Tak było w moim przypadku.W nocy siedziałam na balkonie,sama.Chciałam wszystko sobie poukładać w głowie.Postanowiłam ukryć jakoś to że jestem kostuchą.Poszłam do pokoju,który mi przydzielono.Zdjęłam mój oficjalny strój i włożyłam coś zwykłego.Założyłam czarną bieliznę,białą koszulę,czarne legginsy,białe zakolanówki,czarne kozaki,ciemnoczerwony płaszcz i czarne okulary.Wzięłam też torbę w której ukryłam moją Kosę Śmierci.
Moje włosy były nieco rozczochrane,ale zostawiłam je w takim stanie w jakim były.Wyszłam z pokoju.Na zewnątrz spotkałam Raven i nie zgadniecie kogo...Phillips'a.Czyli że ona chce iść z nami,chyba.
-Ah, willkommen zurück, Sutcliff.
Dalej nie rozumiałam o co jej chodzi.Ona jest uzależniona od niemieckiego.
-Ich habe vergessen, dass du Sutcliff nicht verstehst.
Raven chyba rozumiała to co mówi Phillip's,bo postanowiła tak jakby zostać moją tłumaczką.
-Pani profesor powiedziała że zapomniała że nie rozumiesz niemieckiego,Luna-sensei.
-Dziękuję za tłumaczenie,Raven.Musisz dobrze znać niemiecki,skoro mi to tłumaczysz.
-Tak,jako księżniczka miałam dużo nauki,poznałam kilka języków,oto rezultaty.Znam Angielski, Niemiecki, Łacinę, Rumuński, Starożytny Sumeryjski,Polski,Procy'oński. i Sanskryt.
-Ile się ich uczyłaś?
-Kilka lat,gdy miałam 5 lat zaczęto mnie uczyć na,,wspaniałą''księżniczkę.Ale ja nie chcę być tak wspaniała jak oni sobie to wyobrażają,wolę być normalna i rządzić tak by moim poddanym było dobrze.
-Ich bezweifle, dass du Erfolg haben wirst, Prinzessin.
-Co ona znowu gada,Raven?
-Mówi,że wątpi że mi się to uda.A ja na to:Sie müssen auf Erfolg hoffen.
Wtedy Phillips zwróciła się do nas łamaną polszczyzną:Skoro tak mówisz,księżniczko.Będę musiała ci uwierzyć und zaufać.
-Czyli und odpowiada i?
-Tak,zaczęłaś coś rozumieć.Und bardzo mnie to cieszy.
-Jest pani uzależniona od niemieckiego,czy jak?
-Cóż...chyba tak.Ale nie zostało to potwierdzone.
-Proszę pani,przecież pani gada po niemiecku 24 na dobę.
-Rozgryzłaś mnie mała.To nałóg,od urodzenia tak mam.Wiesz,mam pewnych znajomych przez których zaczęłam zajmować się korsarstwem.Podniebnych Piratów.I nie,nie zrobiłam im nic złego,nie zasłużyli na to co ich spotkało.
-Może pani wyjaśnić?
-Zostali wygnani do różnych królestw,oprócz ich kapitana.Został uwięziony w lampie Tyrachnu.Jego córka została razem z nimi,mam nadzieję że jest bezpieczna i że kiedyś zobaczę ich ponownie.
-Znała ich pani dobrze?
-Znam członków załogi lepiej niż Nadakhan.Uwierz mi,nie kłamię.
-Sądząc po pani słowach musiała pani spędzić 3/4 życia z piratami.
-Zgadłaś,Sutcliff.Moja nienawiść do piratów powstała właśnie przez to że odebrano mi przyjaciół,których traktowałam jak rodzinę.Nie wybaczę osobie która im to zrobiła.
-Czyżby była pani...sierotą?
-Aktualnie jestem,jednak kilkanaście lat temu miałam rodziców i kochającego starszego brata,tęsknię za nimi mimo tego że nie żyłam u nich jak pączek w maśle.Rodzina to rodzina.
-Racja,pani profesor.Co..się z nimi stało?
Phillips spuściła głowę ze smutkiem po czym po chwili ją uniosła i powiedziała
-Nie ma ich już wśród nas...
-Przykro mi...wiem jak to jest być bez rodziców,mam tylko ojca.
-Ciesz się z tego,Sutcliff.Masz szczęście że w ogóle masz rodzinę.